Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

Jak efektownie wręczyć wideo od Świętego Mikołaja? (KONKURS: DARMOWE WIDEO!)


Święty Mikołaj to stary dziadek. Ale za duchem czasu nadążać musi, bo inaczej pewnie wypadłby z rynku. Dlatego też nie tylko prezenty, które dostajemy na gwiazdkę często są zdecydowanie "na czasie". Także forma ich wręczenia dobrze, jeśli zyska nowoczesną oprawę. Pomyśl zatem, co by było, gdyby w Wigilię w Twoim domu przeprowadzić transmisję on-line wprost z chatki Świętego Mikołaja? Gdyby jeszcze ten Mikołaj zwrócił się do każdego z domowników po imieniu i w żartobliwy sposób ocenił, czy zasłużył na to, by znaleźć pod choinką wymarzony prezent? Świetna zabawa murowana! Nastój wigilijny też zapewniony. A na twarzach dzieci? Wypieki jak nic!

Gdy całkiem niedawno natknęłam się w Internecie na ofertę zamówienia spersonalizowanego wideo od Świętego Mikołaja pomyślałam, że skuszę się jak nic. To bardzo oryginalny, jeszcze nie oklepany pomysł. A ja takie uwielbiam! Zawsze, gdy wręczam jakiś prezent główkuję nie tylko nad tym, co to ma być, ale też w jaki sposób to zrobię. O ile więcej frajdy zapewniam tym samym sobie i osobie obdarowanej. We wspomnianym wideo, skądinąd przygotowanym bardzo profesjonalnie, można zamieścić zdjęcie wręczanego prezentu i osoby obdarowanej. Jestem przekonana, że ucieszy to nie tylko (choć na pewno przede wszystkim) dzieci.

Ale nie byłabym sobą, gdybym do tak przygotowanego prezentu i jego oprawy w wersji wideo nie dodała czegoś od siebie. Oczywiście... muffinkowego :) Bo jak efektownie wręczyć takie spersonalizowane wideo od Świętego Mikołaja? Powiedzieć: "otwórz komputer", "wejdź na stronę www" albo "sprawdź pocztę e-mail, proszę"? Trochę mało przy tym emocji, nie? 

Dlatego specjalnie dla Was zaprojektowałam mikołajowe muffinki. Pod nimi śmiało może ukryć się odpowiedni komunikat: link do wideo, albo zaproszenie do otwarcia skrzynki e-mail, na którą można przesłać zamówiony filmik. Przy okazji myślę, że takie muffiny będą fajną dekoracją na każdym stole. 

Jeśli nigdy nie dekorowaliście w ten sposób wypieków, bez obaw. Przygotowałam dekoracje o różnym stopniu trudności. Te najłatwiejsze zrobicie w kilka minut! A jeśli nie piekłeś/aś dotąd muffinów, to super. Tym cenniejszy będzie Twój prezent! A ja mam tutaj przepis na najprostsze (i zawsze się udające) muffinki, które śmiało można przygotować nawet z dzieckiem. Obiecuję też, że jeszcze przed świętami pojawi się u mnie na blogu coś bardziej muffinkowo-piernikowego, więc żeby przepisu nie przegapić obserwuj mój profil na FB, gdzie daję znać o takich nowościach:


Zapraszam zatem do wspólnej zabawy! Co będzie potrzebne do dekoracji?

Mikołaje "łatwiejsze":

bita śmietana typu Śnieżka (+mleko do jej ubicia)
białe groszki
czerwona gotowa posypka na czapeczkę (albo np. pokruszone cukierki o kolorze czerwonym)
białe pianki typu marshmallows (można zastąpić groszkami)
czerwone groszki (np. m&m's lub podobne)
wiórki kokosowe
kawałek czekolady

Muffinki "trudniejsze" - z czapką w wersji 3D

bita śmietana typu Śnieżka (+mleko do jej ubicia)
białe groszki
czerwony barwnik spożywczy
białe i fioletowe (lub różowe) pianki typu marshmallows
kawałek czekolady
ryż preparowany
łyżka masła

Szczegółową instrukcję jak ozdobić świąteczne mikołajowe ciasteczka najdziesz tutaj.

KONKURS! WYGRAJ DARMOWE WIDEO!

Zanim zabierzesz się za testowanie powyższych instrukcji zapraszam jeszcze do udziału w konkursie. Dzięki uprzejmości Elfi, właściciela serwisu listydomikolaja.pl mam możliwość wręczenia moim Czytelnikom dwóch kodów na bezpłatne spersonalizowane wideo od Świętego Mikołaja. Stąd też ogłoszony właśnie dziś, z okazji Mikołajek konkurs. Szczegóły znajdziesz na moich profilach społecznościowych:

Facebook MamamuffinPL - tu jeden kod do wygrania

Instagram MamamuffinPL - tu też jeden kod do wygrania

Możesz wziąć udział w obu konkursach, aby zwiększyć swoje szanse ;)

Konkursy trwają od dziś tj. 6 grudnia do piątku 9 grudnia włącznie (do północy). Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia!


Dziecko w potrzebie: Jak można pomóc, gdy nie można inaczej? Moja bajka pomagajka

bajka terapeutyczna bajka pomagajka

Napisałam bajkę. Pierwszy raz w życiu i nawet, przyznam nieśmiało, że jestem zadowolona z efektów :) Ale nie jest to taka zwykła bajka, tylko bajka pomagajka. Może mieliście kiedyś w życiu takie uczucie, słysząc o nieszczęściu, które spotkało kogoś obok, że chcielibyście coś zrobić, jakoś pomóc, ale właściwie to nie wiecie jak? Albo nie macie możliwości, by pomóc tak jak by się wydawało, że będzie najlepiej. Mnie to właśnie spotkało. Tym bardziej dotkliwie, że dotyczyło dziecka. Teraz, gdy mam Córeczkę po prostu serce mi się kraje na wszelkie doniesienia o chorobach maluszków. Zawsze byłam wrażliwa, ale teraz jako matka odczuwam to szczególnie. Czasem mam wrażenie, że prawie tak, jakby spotkało to moje dziecko. To jest chyba ten instynkt macierzyński, który budzi miłość i troskę wylewające się daleko poza nasze osobiste relacje z dzieckiem...

Nie jestem specem od pisania bajek. Ba, nawet na razie niewiele ich czytam, bo moja Córeczka woli przeglądanie książeczek w tempie błyskawicy. Trzy sekundy na jednej stronie to już zdecydowanie za dużo ;) Dlatego treści bajek podczytuję ukradkiem, gdy ona nie widzi, żeby później zręcznie stworzyć jakąś godną narrację do ilustracji. Na szczęście pewnych rzeczy z dzieciństwa się nie zapomina. Odłożone w naszej głowie na półeczkę z napisem "wspomnienia" odżywają, gdy tylko przychodzi okazja ku temu. I motywacja. A tę miałam szczególnie silną po telefonie bliskiej koleżanki i wieści o wypadku, który przydarzył się jej Córeczce. Czteroletnia dziewczynka trafiła do szpitala, gdzie spędziła długie cztery tygodnie praktycznie leżąc w łóżku. Do tego perspektywa długich miesięcy rehabilitacji. Niestety, nie było wesoło :(

Nie mogłam wyobrazić sobie, jak wytłumaczyć czteroletniej, żywiołowej dziewczynce, że nie może na razie biegać tak jak dotąd. Jeden dzień, dwa jeszcze. Ale dla dziecka perspektywa wielu miesięcy leczenia jest właściwie nie do pojęcia. No chyba, że przemówi się jego językiem, czyli słowami bajki. I tak wpadłam na pomysł, żeby przygotować specjalną niespodziankę. Bajkę pomagajkę.

Czym są bajki, które leczą?


"Poczuj się na chwilę jak mały szkrab… Wyobraź sobie, że spokojniutko leżysz sobie w ciepłym łóżeczku… Jest wygodnie i miękko… Jest Ci dobrze i nic Ci nie grozi… A ktoś komu ufasz opowiada spokojnym głosem historię, która wydaje się być znajoma. Jakieś dziecko, trochę takie jak Ty, miało podobne kłopoty jak Ty. I tak samo się na początku bało, płakało i chciało uciekać… Ale okazało się, że to czego się tak bardzo bało – wcale nie było takie straszne… I to dziecko poradziło sobie z tym i cieszyło się tak bardzo. I było bardzo dumne z siebie… I Mama i Tata były z niego takie dumne… Czy to nie wspaniałe?"
Źródło: bajki-zasypianki.pl

Trudno znaleźć taką bajkę gotową, na sklepowej półce. Istotą bajki terapeutycznej jest bowiem to, że bazuje na opowieści w pewnym stopniu pokrywającej się z niektórymi życiowymi okolicznościami, których doświadcza dziecko. Nie są to bajki o magii i cudownych wróżkach. Sama miałam na początku taki pomysł na zakończenie: oto przyszła do dziecka cudowna wróżka i rozwiązała jego problem. Ale bajki pomagajki pokazują realne problemy i tak samo realne musi być ich rozwiązanie. A prowadzi do niego szczera rozmowa z kimś, komu bohater bajki ufa (tak jak jej potencjalny adresat ufa mamie, czy tacie, z którymi może porozmawiać o swoich trudnych przeżyciach). Jak wszystkie bajki, także i te terapeutyczne są z happy endem. Choć bez przesadnego moralizatorstwa na zakończenie. I ostatnia ważna sprawa - taką bajkę dziecko musi przetrawić samo. Jeśli wróci do niej w rozmowie, albo zgodzi się narysować coś nawiązując do treści bajki to znaczy, że cel został osiągnięty. Opiekun ma okazję dotrzeć wtedy do dziecięcego świata w sposób dla dziecka doskonale zrozumiały.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat bajek terapeutycznych zajrzyj koniecznie tutaj i tutaj. Na prawdę polecam te dwa wartościowe blogi!

W moim przypadku bajka miała w sobie dodatkowy prezent. Były to malutkie kukiełki, które zgodnie z treścią bajki pomogły jej bohaterce poradzić sobie z problemem, który ją dotknął.  Oto początek mojej bajki pomagajki, a więcej przeczytacie pod tym linkiem. Zapraszam do lektury i udostępniania, jeśli treść bajki Wam się spodoba :)


"Agatka to bardzo mądra i wesoła dziewczynka. Mieszka z rodzicami w dużym mieście i uwielbia chodzić z mamą bawić się w parku. Tak jak dziś, gdy korzystając z tego, że świeci słońce, w drodze powrotnej ze sklepu zatrzymały się na chwilę pośród drzew. Mama usiadła na ławeczce, a Agatka biegała szczęśliwa w pobliżu. Czuła się już taka dorosła! Podczas gdy jej młodszy brat Krzyś został z babcią w domu, ona wyszła na zakupy, bo jako duża dziewczynka mogła już co nieco pomóc w nich mamie. Potrafiła na przykład sama zdecydować, który jogurt jest najsmaczniejszy i wybierała z dumą ze sklepowej półki te, które zje potem na drugie śniadanie. Tym razem zakupy poszły i mamie, i Agatce wyjątkowo sprawnie. Gdy przychodziły do sklepu z małym Krzysiem to dopiero się działo! Krzyś biegał między półkami, czasem też trochę płakał. Malutkie dzieci tak mają, ale mama nie mogła przez to skupić się na zakupach i trwały one nieco dłużej. Ale nie dziś! - Jak długo będziemy mogły zostać tutaj w parku, mamo? - zapytała Agatka, bo wcale nie chciało jej się wracać do domu. - Mamy jeszcze 15 minut a potem pójdziemy na autobus - odpowiedziała mama zerkając na zegarek. "Ojej, to chyba dużo czasu" - pomyślała Agatka, choć nie znała się jeszcze tak dobrze na zegarku jak mama i tata. Na wszelki wypadek postanowiła biegać jeszcze szybciej, bo chciała dotknąć rączką i przytulić się do wszystkich drzew w parku. Właściwie to była z mamą w tym parku już wiele razy, ale nigdy wcześniej nie zauważyła, że jest ich tutaj aż tak dużo!  "To bardzo dobrze" - pomyślała. "Przynajmniej nie jest im smutno". Sama natomiast nie mogła sobie wyobrazić, żeby miała stać tak całe życie nieruchomo w jednym miejscu. Jakie to musi być trudne. Drzewa są naprawdę dzielne!"



Odlotowe misie, czyli pierwszy ręcznie wykonany prezent od Mamy


Mała Muffinka spadła nam z Nieba. Ile razy patrzę na nią, zwłaszcza smacznie śpiącą obok mnie w łóżeczku przychodzi mi na myśl, że jest w tym Dziecku pierwiastek tego, co nieziemskie. Taki mały Cud, który przyszedł na świat, bo bardzo pragnęli tego Rodzice. A skoro tak, to i jego przyjęcie na świecie musiało być koniecznie opatrzone odpowiednim przygotowaniem.

Bardzo chciałam dać mojej Córce prezent, taki od serca, niepowtarzalny, oryginalny. Własnoręcznie wykonana dekoracja pokoju wydała się najbardziej trafionym pomysłem. Dla niebiańskiego dziecka prezent też musiał nawiązywać do bujania w przestworzach. I tak właśnie powstały żyrandole - misie w balonie.

Te latające balony były moim ciążowym wyzwaniem. Zaczęłam przygotowywać je około 6. miesiąca ciąży i powiedzmy sobie szczerze... ledwo zdążyłam przed narodzinami. A w zasadzie zaliczyłam mały poślizg, bo papierowa kula z misiem nr 2 zawisła na suficie już, gdy córeczka smacznie spała sobie w swoim łóżeczku. Skąd pomysł na taką dekorację w pokoiku? Nie jest to moja własna inspiracja, bo w Internecie i sklepach z oświetleniem można natknąć się na podobne "misiowe żyrandole". Natomiast całe know-how wykonania tych balonów z misiem, które zawisły w pokoju mojej córeczki, jest już jak najbardziej mojego autorstwa. Właśnie tą wiedzą chciałam się dziś z Wami podzielić, ponieważ ten długi czas realizacji w moim przypadku był spowodowany właśnie między innymi koniecznością "opatentowania" metody wykonania dekoracji. Jeśli dzięki moim własnym doświadczeniom ktoś może mieć łatwiej, to czemu nie. Polecam się na przyszłość;) Uprzedzę jednak na początek, że w przypadku tych latających balonów i mojej instrukcji, jest to zadanie dla osób cierpliwych i lubiących choć trochę operacje za pomocą igły i nici. Choć bez obaw - maszyna do szycia nie będzie konieczna.

Wszystkie produkty niezbędne do wykonania żyrandoli z misiami kupiłam przez Internet. Oprócz głównych bohaterów - w moim wydaniu misiów "Puchatków". Te dostałam od przyszłej Babci, która kupiła je po okazyjnej cenie w sklepie typu second hand. Miałam na prawdę niezłego farta, bo do wykonania lampy - balona z misiem potrzebowałam wyjątkowo małych misiów, które zmieściłyby się w mini koszyczkach, a do tego najlepiej z tej samej serii. Puchatki z ciucholadnu okazały się być w sam raz. Ale jeśliby Wam taki fart zakupowy nie dopisał, zawsze można zamówić misie z Internetu. Warto by były na prawdę nie za duże. Moje mają ok. 20 cm wysokości. Główny filar dekoracji, czyli balony to najprostsze kule papierowe typu "z IKEI". Chociaż ja akurat kupiłam je na Allegro. Mają 40 cm średnicy. Jest to wymiar kluczowy, ponieważ do wielkości tego klosza należy moim zdaniem dobrać proporcjonalnie wielkość pozostałych elementów dekoracji. Do tego jeszcze dekoracyjny sznurek (mój miał aż 50 m, ale oczywiście został mi jeszcze duuuuży zapas), dwa małe koszyczki (wymiary: wysokość koszyczka - 7 cm. + 10 cm pałąk, średnica denka - 7 cm, średnica górna - 11 cm), materiał (minimum to 50 x 140 cm) i kawałek najlepiej wąskiej, ozdobnej tasiemki - wstążki.

A zatem po kolei. Oto krótka, choć szczegółowa instrukcja, jak wykonać tytułowe "odlotowe misie". Oczywiście możecie przygotować elementy dekoracji w innej kolejności, ważne by efekt finalny był ten sam :) Ja zaczęłam od pracy, która zapowiadała się być najbardziej żmudną, bo zawsze wychodzę z założenia, że jeśli taki wysiłek mnie nie zniechęci to dalej już będzie tylko z górki i w efekcie mam pewność, że ukończę moje zadanie mimo pojawiających się trudności.

Jak zrobić lampę balon z misiem?

Krok nr 1: Szyjemy ozdobne kokardki. Mój żyrandol ma aż 8 sztuk, ponieważ chciałam, żeby dekoracja była bogato zdobiona. Trzeba mieć na uwadze, że żyrandol oglądamy zawsze tylko pod pewnym kątem, w zależności od wymiarów pokoju oczywiście. W moim wypadku jestem absolutnie zadowolona z efektu. Taka liczba kokardek okazała się w sam raz, żeby dekoracja prezentowała się w pełnej krasie z każdego miejsca w pokoju. Do wykonania pojedynczej kokardki (9 x 5 cm) potrzebujemy 8 kawałków materiału (do wielkości kokardki należy dodać +/- 1 cm tzw. "zakładki" materiału na obszycie. Lepiej więcej niż mniej, bo materiał po obszyciu można zawsze przyciąć. Ja za każdym razem tak właśnie robiłam). Składamy je na pół, a następnie obszywamy dookoła na lewej stronie, zostawiając tylko mały otwór ok 2 cm. Na koniec wywijamy całość na stronę prawą. Otrzymujemy prostokątny "woreczek". Zaszywamy do końca materiał w miejscu, które pozostawiliśmy dotąd niezszyte w celu "wywinięcia", starając się zrobić to jak najbardziej estetycznie. Teraz pozostaje już tylko uformować kokardkę, dodając do niej dla ozdoby kawałek tasiemkowej wstążki. Za każdym razem robiłam to w podobny sposób. Układałam wstążkę przyciętą odpowiednio do wymiarów kokardki na prostokącie, następnie łapałam oba materiały po środku tworząc 3 fałdki i formując w ten sposób kokardę. Całość trzeba odpowiednio obszyć (technika wykonania dowolna, ważne, żeby się trzymało) i na końcu uformować odpowiednio palcami ramiona kokardki, tak żeby nie były spłaszczone. Ja dodawałam jeszcze pośrodku dodatkowy pasek z kokardki, żeby zamaskować zszycie wykonane na środku kokardki.



Krok nr 2: Przygotowujemy woreczki. Liczba i wielkość woreczków zależy od wielkości koszyka. Moim zdaniem powinny być nie za duże, tak żeby nie wystawały poza krawędzie koszyka i nie przytłoczyły całej dekoracji. W moim przypadku wystarczyły 4 woreczki. Są mikroskopijnej wielkości, dlatego ich szycie poszło szybko i sprawnie. Na początek przygotowałam 4 kawałki materiału o wymiarach 15 cm x 5 cm + ok. 1 cm zakładki na obszycie z każdej strony po bokach woreczka. Złożyłam materiał na pół, zszyłam z dwóch stron, od góry tworząc zakładkę, dzięki której woreczek po wywinięciu będzie wyglądał estetyczniej. Gotowy, już na prawej stronie wypychałam ścinkami materiału i związywałam tą samą koronką, którą wykorzystałam do przygotowania kokardek. 



Teraz najgorszą pracę mamy już za sobą. Pozostaje już tylko sfinalizować pracę, zaczepiając kolejno elementy dekoracji.

Krok nr 3: Zahaczamy sznurki o górną część balona. Przyjęłam zasadę, że wszystkie techniki są tu dozwolone, ważne tylko, żeby się solidnie trzymało :) Najpewniejszą metodą wydało mi się przyszycie sznurka do papierowego balona. Ma on na szczęście poziomo ułożone druciki, do których śmiało można przyszyć sznurek, zawiązując najpierw na jego końcu supełek. Trzeba zrobić to solidnie, bo na tym sznurku trzymać się potem będzie cała dekoracja. Podobnie jak kokardek, tak i sznurków zahaczyłam aż 8.



Krok nr 4: W połowie klosza zaczepiłam kolejne sznurki, tym razem wiszące poziomo. Przygotowałam w tym celu 8 sztuk krótszych sznureczków. Zaczepiałam je, przywiązując kolejno oba końce do sąsiednio zwisających sznurków zawieszonych w pionie. Fajnie, żeby tak przywiązane poprzeczne sznureczki tworzyły łódeczkę, a więc nie mogą być za bardzo naciągnięte. Cała dekoracja będzie wyglądała dzięki temu bardziej estetycznie.



Krok nr 5: Teraz czas na przyszycie wcześniej wykonanych kokardek. To najprzyjemniejszy punkt programu, bo w miarę ich przyszywania widać, jak dekoracja pięknieje w oczach. Efekt finalny jak dla mnie był bardzo zadowalający :)



Krok nr 6: Na koniec pozostaje zaczepić woreczki do koszyków (także zrobiłam to za pomocą igły i nici), włożenie do środka misia i przywiązanie koszyka do klosza. Najlepiej klosz zawiesić najpierw np. pomiędzy dwoma krzesłami, w zasięgu wzroku i rąk. Łatwo będzie wtedy dobrze wyważyć koszyk (trzeba to koniecznie robić z już siedzącym w środku misiem, inaczej po jego włożeniu może się okazać, że koszyk pod wpływem ciężaru maskotki przechyla się nadmiernie na jedną ze stron). Przywiązując koszyk warto zostawić "zapas" sznurka i nie obcinać go od razu przy wiązaniach. Gdy  klosz zawiśnie przy suficie, będzie możliwość dokonania ostatecznej korekty, na wypadek gdyby okazało się, że koszyk nie wisi jednak idealnie równolegle do podłogi.



Teraz pozostaje cieszyć się nowo wykonaną dekoracją. Zapewniam, że satysfakcja, z racji tego, że została wykonana własnoręcznie jest nieoceniona :) Ja zrobiłam aż 2 sztuki tego żyrandola, bo dokładnie tyle żarówek zwisało z sufitu w pokoju mojej Córeczki.

Żeby ułatwić Wam wykonanie balonów, podaję linki do sklepów, w których zamówiłam kolejne elementy dekoracji. 

Sznurek (sprzedawca Allegro -dmlisztwan)
Koszyki (sprzedawca Allegro - ferrari18)
Materiał (sklep internetowy - Pasmasz.pl)
Klosz-lampion (sprzedawca Allegro - PROFI_ID_pl)

Pozostałe elementy (wstążka oraz misie) udało mi się wygrzebać z domowych zapasów lub kupić w okolicznych sklepach. Mam nadzieję, że też w tej sprawie dopisze Wam szczęście. Jeśli nie, Internet na pewno przyjdzie z pomocą ;)

Powodzenia!


z