Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muffinkowo. Pokaż wszystkie posty

Muffinki maślane - wyjątkowo puszyste!

muffinki maślane puszyste

W życiu trzeba sobie czasem podmaślić ;) Zwłaszcza, jeśli jest się na progu zmian takich jak u nas (o czym niebawem na blogu), wypada sobie dodać odwagi, doprawiając ją szczyptą dobrego nastroju. A ten wiadomo, nie bierze się z niczego. Podniebienie i żołądek to jego najlepsi przyjaciele. Przyszedł więc czas, by wypróbować przepis, który od dawna przerzucałam z miejsca w miejsce w moim notesie kulinarnym. Nie wiem dlaczego tak długo nie wiedziałam, że mam w nim taki prawdziwy maślany skarb.

Żeby te muffinki wyszły prawdziwie maślane, nie warto kombinować z masłem. Żadne 60, czy 70 procent, albo maślany mix! Prawdziwe masło to takie, które zawiera od 80 do 90 procent tłuszczów mlecznych i ani grama roślinnych.

Składniki na muffinki (18 sztuk):

1 łyżeczka aromatu waniliowego (lub pół laski wanilii)
kostka masła (200 g)
cukier (350 g)
5 jaj
mąka (250 g)
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka mleka

Aby muffinki były idealnie puszyste koniecznie trzeba pamiętać, by odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki produkty do ich przygotowania (masło, mleko, jajka). W szczególności masło, jeśli będzie w temperaturze pokojowej, o wiele szybciej, łatwiej i dokładniej wymiesza się z pozostałymi składnikami. Odrobina cierpliwości, zanim prawdziwe masło nabierze swojej maślanej, lekkiej konsekwencji to cena jaką płaci się za pyszny smak. Maślane mixy są miękkie z natury, nawet w lodówce, ale czy to na prawdę to samo? Jak dla mnie nie!

Wykonanie:

Zmiksuj cukier z masłem, tak by otrzymać jednolitą, puszystą masę. Grudki cukru będą lekko wyczuwalne, ale lekkość masy powinna być widoczna po ok. 3 do 5 minut miksowania. Kolejno dodawaj jajka, jedno po drugim, każde miksując dokładnie z masą. Dodaj aromat (lub nawet lepiej prawdziwą wanilię z laski). W oddzielnej misce przygotuj mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i odrobiną soli. Powoli dodaj do masy, na zmianę z porcjami mleka. I gotowe. Masę można wkładać do foremek. (Testowałam wariant z silikonowymi i papierowymi foremkami, którymi wykładam specjalną blachę na 12 szt. muffinek - ta druga opcja wypadła zdecydowanie lepiej!).

Muffinki włóż do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni C i piecz przez ok. 20 min aż się wyraźnie zarumienią.

Smacznego!

P.S. Dobra wiadomość. Te muffinki pozostają świeże wyjątkowo długo. Nawet po kilku dniach, odpowiednio przechowywane (pod przykryciem), są tak samo puszyste i lekko wilgotne w smaku jak zaraz po wyjęciu z piekarnika.

Lentylkowe urodzinki: muffinki oraz koktajl z lentylek


Które lentylki są najzdrowsze? Każde dziecko wie, że te zielone! Słyszałam to już nie jeden raz z ust Małych Gości, których bardzo lubię częstować tymi kolorowymi cukiereczkami. Taka już ze mnie lentylkowa ciocia ;) Pod lentylkową skorupką kryje się tak wiele skojarzeń z pięknem dziecięcego świata. Są idealnie kolorowe, beztrosko zajadane, słodkie. Gdy je serwujesz to podajesz jednocześnie wielką radość z małej rzeczy. Zupełnie jak w życiu każdego szczęśliwego dziecka. Mam po prostu do tych drażetek poważny sentyment. Przygotowując się do pierwszych urodzin mojej Córeczki nie mogłam pominąć tego punktu w menu. Lentylki musiały po prostu znaleźć się na stole pełnym słodkości. Ale aby jeszcze bardziej podkręcić dziecięce apetyty postanowiłam zamknąć je w atrakcyjnej formie. Tak powstały lentylkowo-muffinkowe stworki oraz budyń pod lentylkową pierzynką zamknięty w słoikach. Nie muszę chyba pisać, że oba pomysły sprawdziły się wyśmienicie :)

Muffinki - Lentylkowe stworki

Aby powstały stworki wystarczy sprawdzony przepis na szybkie i smaczne muffiny. Ja wykorzystałam moje jak zawsze niezawodne w takich sytuacjach muffinki czekoladowe. Wypiekłam je bez nadzienia, bo w środku miały znaleźć się kolorowe groszki. W tym miejscu wypada mi uprzedzić, abyście nie wpadli na pomysł wypełnienia muffinków lentylkami przed pieczeniem. Sprawdzałam to osobiście jakiś czas temu... z opłakanym efektem. Lentylki opadły, rozpuściły się. Środek ciasteczek zrobił się mało estetyczny, w dodatku ciasto się nie dopiekło. Ale każdy eksperyment w kuchni jest twórczy. Dzięki niemu teraz wiedziałam, że najpierw wypiekamy muffinki, potem po wystygnięciu ciasta odkrajamy wierzch i lekko wydrążamy środek wsypując lentylki. Prosto, szybko i stworki gotowe!

Lentylkowy budyń

Ten budyń wymaga w przygotowaniu lekkiej wprawy, aby jego konsystencja była idealnie gładka. Ale jeśli ktoś ma doświadczenie w robieniu tego "terebkowego", przyrządzenie własnego nie powinno sprawić mu dużego problemu. Za to smak o niebo lepszy! Bardzo się cieszę, że odkryłam (a w zasadzie podkradłam przyjaciółce ;) ten przepis. 

Składniki (2 porcje):

mleko (400 ml)
cukier waniliowy (1,5 łyżki)
2 żółtka 
masło (1 łyżka)
skrobia kukurydziana (2 łyżki) - ja zastąpiłam ją tradycyjnie zwykłą mąką ziemniaczaną, chociaż pierwotna wersja na pewno jest ciut zdrowsza

Wykonanie:

Na wstępie mała uwaga co do jaj. Serwując danie dzieciom musimy szczególnie zadbać, aby przygotować potrawę w bardzo higienicznych warunkach. Dlatego ja surowe jajka w skorupkach najpierw myję, potem wrzucam na kilka sekund do wrzątku. Dopiero wtedy je rozbijam i oddzielam żółtko od białka. W ten sposób pozbywam się bakterii, które mogą być groźne, a "zamieszkują" przede wszystkim na skorupkach jaj. 

Żeby przygotować budyń najpierw robimy bazę. Odlewamy 100 ml zimnego mleka, by wymieszać je z żółtkiem i skrobią (lub mąką). Trzeba to zrobić bardzo dokładnie, żeby już na tym etapie otrzymana masa była idealnie gładka. Jeśli zostawimy grudki, to nie pozbędziemy się ich już potem na pewno. Najbardziej niezawodne w takich wypadkach okazują się proste mieszadła/ubijaczki, które składają się z wielu połączonych ze sobą drucików. Rozbiją każde grudki w kilka sekund i po sprawie!

Gdy uporamy się już z budyniową bazą, trzeba zagotować pozostałe mleko z cukrem i masłem. Mleko rozrobione wcześniej z żółtkami i skrobią dodajemy bowiem do większej porcji wrzącego mleka i bardzo intensywnie (bez chwili przerwy!) mieszamy trzepaczką. Robimy to do momentu aż budyń nabierze właściwej, pożądanej przez nas konsystencji. Warto mieć na uwadze, że po odstawieniu z ognia jeszcze lekko stężeje, dlatego nie warto czekać aż będzie bardzo, bardzo zwarty.

I już gotowe! Resztę dekoracji wykonałam z przygotowanej i stężałej wcześniej niebieskiej galaretki. Lentylki wsypałam na budyń dopiero, gdy dobrze ostygł, niedługo przed rozpoczęciem przyjęcia. Trzeba mieć bowiem na uwadze, że lentylki lubią farbować i gdy będą leżały na budyniu zbyt długo kolor zacznie z nich lekko spływać do masy.

Na zdjęciu prezentuję dekoracyjne podanie w słoikach ze słomkami. Ale już wiem, że to dobry pomysł dla dorosłych. Żeby bowiem sprytnie wyciągnąć z tej dekoracji budyń trzeba lekko unieść słomkę ponad poziom galaretki. W innym wypadku na dzień dobry słomka zatka się sztywną słodkością. Dlatego po moim doświadczeniu rekomenduję z pełną odpowiedzialnością, aby dzieciom zaserwować do tego łyżeczki ;)

Z tak przygotowanym menu, do którego dorzucić można jeszcze lentylkowe ciasteczka-pieguski nie pozostaje nic innego jak życzyć małemu jubilatowi Wszystkiego Lentylkowego!

Muffinki piernikowe: świąteczny wypiek last minute


O ja pierniczę! Taki mniej więcej wydaję z siebie co roku okrzyk, gdy na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia przypominam sobie, że ciasto na pierniczki powinno leżakować. Gdy więc w sobotę Wigilia a ja uświadamiam sobie ten fakt w poniedziałek, na prawdziwie piernikowe ciasteczka nie ma już chyba szans. Choć przyznam szczerze, że w tym roku trochę nie chciałam o tym pamiętać. Niespełna roczne dziecko sprawia, że nie wiem czasami, gdzie mam włożyć ręce, żeby w domu było ogarnięte to co najważniejsze. Gdy poczułam świąteczną atmosferę chciałam sobie trochę odpuścić i nacieszyć się widokiem Córeczki, która wprost nie może oderwać oczu od choinki. I testuje wytrzymałość plastikowych bombek ;) Ale mąż mnie zmobilizował. W domu pojawiło się parę świątecznych dekoracji i zapachniało piernikiem! Zrobiłam świąteczny wypiek last minute.

Ten wypiek dedykuję wszystkim zapominalskim, zabieganym przed świętami, także świeżo upieczonym mamom, które czasu miewają jak na lekarstwo. Ale też tym, którzy wypieką na Boże Narodzenie takie pyszności, że znikną zanim zdążą skończyć się święta :)

Muffinki piernikowe są idealnie pulchniutkie, pięknie rosną i nie są suche, jak często bywa z ciastem piernikowym (dla jednych będzie to ich wada, dla innych na pewno zaleta). I co najważniejsze, i co też lubię najbardziej, można w nich ukryć małe co nieco. Przy okazji świąt i w związku z piernikowym smakiem powidła śliwkowe będą w sam raz!

Składniki na muffinki (12 sztuk):

mąka (300 gram)
cukier brązowy (160 gram)
proszek do pieczenia (2 czubate łyżeczki)
przyprawa do piernika (3 łyżki)
sól morska (pół łyżeczki)
jajka (2 duże)
ekstrakt waniliowy (1 łyżeczka)
olej (100 ml)
miód (7 łyżek)
mleko (100 ml)

Uwaga dla bardziej zdeterminowanych - zamiast uniwersalnej przyprawy warto użyć trzech innych: 2 łyżki cynamonu, 1 łyżka mielonego imbiru, 1/4 łyżeczki mielonych goździków). Zamiast ekstraktu waniliowego polecam pół laski prawdziwej wanilii ;)

Wykonanie:

Przygotuj dwie oddzielne miski. W pierwszej wymieszaj składniki suche, czyli mąkę, brązowy cukier, proszek do pieczenia, przyprawę/y oraz sól. Do drugiej miski wlej olej, dodaj jajka, miód (rozpuść wcześniej jeśli masz skrystalizowany), wanilię i mleko. Wymieszaj a najlepiej chwilę ubijaj trzepaczką.

Następnie (jak to z prostymi i na prawdę szybkimi przepisami na muffinki bywa) wystarczy dodać składniki mokre do suchych i wymieszać. Nie rób tego zbyt długo, wystarczy, że w strukturze ciasta nie będzie już widoczna mąka.

Przygotuj metalową formę na muffinki, włóż do niej papilotki i każdą z nich wypełnij prawie do połowy. Teraz możesz dodać czubatą łyżeczkę powideł śliwkowych i przykryć je resztą ciasta, które Ci zostanie.

Piekarnik rozgrzej do temperatury 180 stopni C i piecz 20-25 minut. Najlepiej zerkaj na muffinki w trakcie pieczenia. Ja swoje pod koniec zdecydowałam się przełożyć na dolny poziom piekarnika, ponieważ mocno się przyrumieniły.

Muffinki posyp cukrem pudrem, albo udekoruj w bardziej świąteczny sposób. Tu znajdziesz szczegółową instrukcję jak ozdobić muffiny na Boże Narodzenie. Przy okazji spodoba Ci się też może mój pomysł na prezent dla bliskiej osoby na Gwiazdkę :)

Smacznego!

P.S. Polecam wypiekać muffinki w Wigilię lub nawet pierwszy dzień świąt. To zaledwie 30 minut pracy a świeże (i takie na drugi dzień) są najlepsze. Do tego piernikowy zapach w domu najprawdziwszy z prawdziwych :)

Jak efektownie wręczyć wideo od Świętego Mikołaja? (KONKURS: DARMOWE WIDEO!)


Święty Mikołaj to stary dziadek. Ale za duchem czasu nadążać musi, bo inaczej pewnie wypadłby z rynku. Dlatego też nie tylko prezenty, które dostajemy na gwiazdkę często są zdecydowanie "na czasie". Także forma ich wręczenia dobrze, jeśli zyska nowoczesną oprawę. Pomyśl zatem, co by było, gdyby w Wigilię w Twoim domu przeprowadzić transmisję on-line wprost z chatki Świętego Mikołaja? Gdyby jeszcze ten Mikołaj zwrócił się do każdego z domowników po imieniu i w żartobliwy sposób ocenił, czy zasłużył na to, by znaleźć pod choinką wymarzony prezent? Świetna zabawa murowana! Nastój wigilijny też zapewniony. A na twarzach dzieci? Wypieki jak nic!

Gdy całkiem niedawno natknęłam się w Internecie na ofertę zamówienia spersonalizowanego wideo od Świętego Mikołaja pomyślałam, że skuszę się jak nic. To bardzo oryginalny, jeszcze nie oklepany pomysł. A ja takie uwielbiam! Zawsze, gdy wręczam jakiś prezent główkuję nie tylko nad tym, co to ma być, ale też w jaki sposób to zrobię. O ile więcej frajdy zapewniam tym samym sobie i osobie obdarowanej. We wspomnianym wideo, skądinąd przygotowanym bardzo profesjonalnie, można zamieścić zdjęcie wręczanego prezentu i osoby obdarowanej. Jestem przekonana, że ucieszy to nie tylko (choć na pewno przede wszystkim) dzieci.

Ale nie byłabym sobą, gdybym do tak przygotowanego prezentu i jego oprawy w wersji wideo nie dodała czegoś od siebie. Oczywiście... muffinkowego :) Bo jak efektownie wręczyć takie spersonalizowane wideo od Świętego Mikołaja? Powiedzieć: "otwórz komputer", "wejdź na stronę www" albo "sprawdź pocztę e-mail, proszę"? Trochę mało przy tym emocji, nie? 

Dlatego specjalnie dla Was zaprojektowałam mikołajowe muffinki. Pod nimi śmiało może ukryć się odpowiedni komunikat: link do wideo, albo zaproszenie do otwarcia skrzynki e-mail, na którą można przesłać zamówiony filmik. Przy okazji myślę, że takie muffiny będą fajną dekoracją na każdym stole. 

Jeśli nigdy nie dekorowaliście w ten sposób wypieków, bez obaw. Przygotowałam dekoracje o różnym stopniu trudności. Te najłatwiejsze zrobicie w kilka minut! A jeśli nie piekłeś/aś dotąd muffinów, to super. Tym cenniejszy będzie Twój prezent! A ja mam tutaj przepis na najprostsze (i zawsze się udające) muffinki, które śmiało można przygotować nawet z dzieckiem. Obiecuję też, że jeszcze przed świętami pojawi się u mnie na blogu coś bardziej muffinkowo-piernikowego, więc żeby przepisu nie przegapić obserwuj mój profil na FB, gdzie daję znać o takich nowościach:


Zapraszam zatem do wspólnej zabawy! Co będzie potrzebne do dekoracji?

Mikołaje "łatwiejsze":

bita śmietana typu Śnieżka (+mleko do jej ubicia)
białe groszki
czerwona gotowa posypka na czapeczkę (albo np. pokruszone cukierki o kolorze czerwonym)
białe pianki typu marshmallows (można zastąpić groszkami)
czerwone groszki (np. m&m's lub podobne)
wiórki kokosowe
kawałek czekolady

Muffinki "trudniejsze" - z czapką w wersji 3D

bita śmietana typu Śnieżka (+mleko do jej ubicia)
białe groszki
czerwony barwnik spożywczy
białe i fioletowe (lub różowe) pianki typu marshmallows
kawałek czekolady
ryż preparowany
łyżka masła

Szczegółową instrukcję jak ozdobić świąteczne mikołajowe ciasteczka najdziesz tutaj.

KONKURS! WYGRAJ DARMOWE WIDEO!

Zanim zabierzesz się za testowanie powyższych instrukcji zapraszam jeszcze do udziału w konkursie. Dzięki uprzejmości Elfi, właściciela serwisu listydomikolaja.pl mam możliwość wręczenia moim Czytelnikom dwóch kodów na bezpłatne spersonalizowane wideo od Świętego Mikołaja. Stąd też ogłoszony właśnie dziś, z okazji Mikołajek konkurs. Szczegóły znajdziesz na moich profilach społecznościowych:

Facebook MamamuffinPL - tu jeden kod do wygrania

Instagram MamamuffinPL - tu też jeden kod do wygrania

Możesz wziąć udział w obu konkursach, aby zwiększyć swoje szanse ;)

Konkursy trwają od dziś tj. 6 grudnia do piątku 9 grudnia włącznie (do północy). Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia!


Chrrrrrup muffin, czyli muffinki super chrupiące


Jestem po prostu muffinouzależniona... Jakie są tego objawy? A no takie, że gdy w moje ręce wpada przepis na muffiny po prostu nie mogę, nie mogę ich nie upiec :) I całe szczęście! Gdyby nie to, nie spróbowałabym tych muffinów, najbardziej chrupiących na świecie. Wystarczy napisać, że po ich spróbowaniu Tata Muffin rzekł tak: "To drugie w kolejności najlepsze muffiny, jakie upiekłaś". Dla niewtajemniczonych wyjaśnię: pierwsze i bezkonkurencyjne już chyba na zawsze będą muffiny podwójnie czekoladowe, na które przepis znajdziecie tutaj. Z tego wyciągnąć można jeden, bardzo ciekawy wniosek. Im prościej i szybciej wykonuje się muffiny, tym lepiej smakują. No, przynajmniej mojemu mężowi :)

Te ekstra chrupiące muffiny robi się w nieprzyzwoicie szybkim tempie. W jeszcze szybszym się je zapieka a potem... zjada :) Gdyby jednak zdarzyło się komuś nie skonsumować ich zaraz po wypieczeniu to warto wspomnieć, że jak mało które te nie tracą na smaku ani troszkę także na dzień następny.

Przepis na Muffiny trafił do mnie dzięki mojej Córeczce, a właściwie zakupowi, który poczyniliśmy specjalnie dla niej. Znalazłam go pod tacką nowego krzesełka do karmienia z motywem muffinów w roli głównej. Recenzję krzesełka COOKIE Baby Design znajdziecie tutaj, a gwarantujący chrrrrrrrrupiące doznania przepis poniżej.

Składniki na muffinki (przepis oryginalny):

1 szklanka cukru 
1 szklanka masła (ale nie roztopionego!, czyli mniej więcej 2/3 kostki - przyp. MM)
1 szklanka mąki
2 szklanki płatków owsianych błyskawicznych
1 łyżeczka sody (przesianej z mąką)

Wykonanie (z moimi drobnymi uwagami):

W zasadzie prościej być nie może: wrzucamy wszystko do jednej miski a potem ugniatamy ręcznie aż do momentu, gdy z masy będzie można łatwo uformować zwarte kuleczki. Robimy 8 lub 12 sztuk w zależności od foremek. Kulki w foremkach (najlepiej wyłożonych papierowymi papilotkami), lekko przygniatamy. I gotowe. Pieczemy 8-12 minut w temperaturze 250 stopni Celcjusza.

Moje uwagi? Zdecydowałabym się na ciut mniej cukru, zastępując go odrobiną więcej mąki i płatkami. No i uważałabym na temperaturę w piekarniku. 250 to bardzo dużo, rzadko trafia się wypiek, który tego wymaga. Ale chrupiąca konsystencja ma swoje wymogi, stąd pewnie w przepisie tak wysoka temperatura. Ja zdecydowałam się na 220 stopni i 2-3 minuty dłużej. Ale przy takim eksperymencie pierwszy wypiek warto mieć pod bacznym okiem, zaglądając za szybkę piekarnika i kontrolując stopień przyrumienienia muffinków.

To wszystko :) Smacznego!

Muffinki extra kokosowe


Ten wypiek to dowód na to, że potrzeba jest matką wynalazków. Także w kuchni. Gdy jeszcze Mała Muffinka była w moim brzuszku zaopatrzyłam się w olej kokosowy. Miał mieć nieco inne niż kulinarne przeznaczenie. Okazuje się bowiem, że ten produkt doskonale sprawdza się przy masażu niemowlaków. Raczej nie uczula, pięknie pachnie a do tego zapewnia wystarczające nawilżenie, a jednocześnie tak jak tradycyjne olejki służące do tego celu nie pozostawia po rozsmarowaniu śladów. W efekcie nie masz niemiłosiernie tłustych rąk, a Twoje dziecko nie świeci się niczym kulturysta na zawodach ;) Takie były założenia. A rzeczywistość je zweryfikowała. Mała Muffinka nie ma zbyt dużo cierpliwości na masaże. Owszem, nawet je lubi ale pod warunkiem, że robię je szybko i masuję tylko jej odpowiadające części ciała (rączki i nóżki). Masaż reszty jest ble, co skutecznie sygnalizuje grymasem twarzy lub stanowczym odpychaniem moich rąk. Zatem i oleju kokosowego nie zużyłam w tempie przewidzianym wcześniej. Zanim minął termin ważności postanowiłam zrobić z niego szerzej zakrojony użytek.

Pomyślałam, że skoro jedne z najbardziej udanych w mojej kuchni muffinek bazują na oleju, to dlaczego nie wykorzystać oleju kokosowego. I nie pomyliłam się! Jeszcze nigdy nie miałam okazji próbować wypieku o tak intensywnym kokosowym smaku i aromacie.

Zazwyczaj przepisy pod hasłem kokosa i kokosanek bazują jedynie na wiórkach koksowych. Nadają one smak przypominający ten egzotyczny owoc, ale szczerze mówiąc nigdy nie satysfakcjonowało to w pełni mojego podniebienia. Tym razem stało się inaczej. Byłam bardzo zaskoczona smakiem, który udało się uzyskać w tych podwójnie kokosowych muffinkach. 

P.s. A gdyby komuś i tego podwójnie kokosowego smaku było mało nic nie stoi na przeszkodzie, by stały się potrójnie kokosowe. Wystarczy przygotowując ciasto jogurt grecki zastąpić mlekiem kokosowym.

A zatem do dzieła. Oto lista składników (12 muffinów):

olej kokosowy 110 g 
mąka 160 g
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
jogurt grecki 230 g
cukier 100 g
1 jajko
wiórki kokosowe 90 g + odrobina do posypania na koniec

Uwaga! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Pamiętaj zatem wyjąć wcześniej z lodówki jajko, jogurt i olej kokosowy (jeśli go tam trzymasz).

Wykonanie jest bardzo proste:

Wymieszaj wszystkie składniki suche (mąkę, proszek do pieczenia, sól, cukier i wiórki kokosowe). W drugiej misce zmiksuj mokre, czyli jogurt, jajko i olej. Dodaj suche do mokrych, zmiksuj ponownie i gotowe! Teraz pozostaje już tylko włożyć masę do foremek na muffinki (ja piekłam je w papierowych, którymi wypełniłam metalową formę).

Ja dodatkowo do środka dodałam niespodziankę. Jaką? Zobacz na moim kanale na Youtube

Przed włożeniem do piekarnika posyp górę muffinek odrobiną wiórek kokosowych. Piecz w temperaturze 190 stopni C przez około 20 minut.

Smacznego! Pamiętaj, że takie muffinki najlepsze są jeszcze tego samego dnia, niedługo po upieczeniu.



Muffiny z jagodami (Jagodzianki)

muffiny jagodowe jagodzianki

Jestem na wakacjach, w miejscu gdzie spędziłam całe dzieciństwo. Jednym z najpiękniejszych wspomnień stąd pochodzących są moje wyprawy na jagody. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, wspólnie z mamą lub koleżankami potrafiłam godzinami zbierać te owoce w lesie. To był taki mój pierwszy poważny trening wytrwałości. Aby uzbierać 2-3 litry trzeba było się trochę napracować. Nic potem nie smakowało tak cudownie jak cieplutkie bułeczki z jagodami, popijane mlekiem prosto od krowy!

Czasy się zmieniły. Ja już na jagody nie chodzę, bo obowiązków zbyt wiele. Zwłaszcza z półrocznym dzieckiem u boku byłby to nieco szalony pomysł (Tu przeczytasz więcej na temat moich wyzwań w opiece nad Małą Muffinką). Jestem też bogatsza o kilka własnych (wykraczających poza maminy zeszyt z przepisami) doświadczeń kulinarnych. 

I tak oto powstały te muffiny-jagodzianki, z podarowanych po sąsiedzku jagód. To taki miks sąsiedzkiej życzliwości, moich wspomnień i proporcji z zeszytu mamy przełożonych na potrzeby formy muffinowej.

Zapraszam do smakowania. Efekt jagodowych zębów murowany!

P.s. Chociaż zazwyczaj składniki staram się podawać w gramach (jest to dokładniejsze), tym razem użyłam tradycyjnej szklanki (250 ml). Jak już wspomniałam wyżej, jestem na wakacjach i nie zabrałam ze sobą całego asortymentu kuchennego, w tym elektronicznej wagi.

Składniki na muffinki (12 sztuk):

2 szklanki mąki 
1 szklanka cukru
1/2 łyżeczki soli
3 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
1 jajko
1 szklanka mleka

Składniki na posypkę:

25 gr masła
+/- 1/3 szklanki mąki (sypać ostrożnie aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji!)
1/4 szklanki cukru
1 czubata łyżka cynamonu lub kokosu

Wykonanie:

Wymieszaj 2 szklanki mąki, szklankę cukru, sól i proszek do pieczenia. Do odrębnego naczynia o pojemności min. 350 ml wlej pół szklanki oleju, dodaj jajko a następnie dolej tyle mleka, by uzupełnić mieszankę o brakujący płyn aż do uzyskania 350 mililitrów mieszanki. Wymieszaj a następnie dodaj do składników suchych. Zmiksuj wszystko razem.

Teraz możesz dodać jagody, ale uwaga! Zrób to ostrożnie, mieszając jedynie łyżką, niezbyt energicznie. Jagody mają to do siebie, że mocno barwią ciasto, jeśli się przypadkiem rozgniotą.

Włóż tak przygotowane ciasto do metalowej formy na muffinki, wyłożonej wcześniej papierowymi papilotkami.

Przygotuj posypkę w formie kruszonki. Ja zrobiłam cynamonową, ale już po fakcie przyszło mi do głowy, że kokosowa będzie tu lepiej pasowała. Podkreśli smak jagód, a nie zdominuje go. Do 1/3 szklanki mąki dodaj masło, cukier, kokos lub cynamon. Ugniataj kruszonkę ręką. Jeśli nadal będzie lepka, dodaj jeszcze tyle mąki aż uzyskasz kruchą, w miarę sypką konsystencję. Posyp kruszonką muffinki.

Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni C. Piecz ok 20-25 min. aż włożony do ciasta patyczek będzie suchy.

Smacznego!

Muffinki miętowo-pistacjowe (bez mąki)


Ten wypiek to był lekki eksperyment. Pomysł zrodził się z tego, że uwielbiam mieszać smaki. A mięta i czekolada to moim zdaniem jedno z lepszych, orzeźwiających połączeń. Do tego jeszcze płatki owsiane, które dotychczas na moim stole gościły głównie w połączeniu z produktami mlecznymi. I oto mamy misz masz w postaci miętowych muffinów z czekoladą, pistacjami a wszystko to na bazie płatków owsianych bez użycia grama mąki!

Składniki:
2 średniej wielkości banany
1/3 szklanki musu jabłkowego (można zrezygnować)
2 jaja
1/3 szklanki płynnego miodu
3/4 szklanki mleka
1 szklanka płatków owsianych górskich
1 i 1/2 szklanki płatków błyskawicznych (drobno zmielonych)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
4 łyżki kakao
1 szklanka (2 solidne garści) świeżych liści mięty + kilka do dekoracji
1 garstka orzechów pistacjowych (najlepiej niesolonych - ja umyłam te solone ;)
1/2 ciemnej, gorzkiej czekolady

Wykonanie:

W dużej misce zmiksuj wszystkie mokre składniki tj. jaja, miód, banany, mus jabłkowy (opcjonalnie), mleko. Teraz możesz dorzucić płatki owsiane (zarówno te górskie, jak i drobno zmielone) oraz proszek do pieczenia i sodę. Wymieszaj (ja robiłam to na tym etapie już bez użycia miksera). Na koniec czas na kakao, posiekane liście mięty, czekoladę i lekko rozdrobnione orzechy pistacjowe. Wymieszaj łyżką.

Gotową mieszankę muffinową wrzuć do foremek (użyłam metalowych, wyłożonych papierowymi papilotkami). Wypełnij mniej więcej do wysokości 3/4 formy. Powinno wyjść min. 12 sztuk (mi dodatkowo zostało jeszcze masy na dwie muffinki w foremkach silikonowych).

Nagrzej piekarnik do temperatury 175 stopni C. Piecz przez ok. 15-20 minut.

I gotowe! :)

Biało-czarne muffinki


Chciałoby się napisać "prosimy nie regulować odbiorników". Efekt czarno-biały zamierzony :) Te muffinki to owoc mojej miłości do czekolady (o której pisałam przy okazji przepisu na podwójnie czekoladowe muffiny) oraz tęsknoty za waniliowym smakiem, która to obudziła się wraz ze mną pewnego poranka. Powstał wypiek idealnie kontrastowy, ciekawy wizualnie nie tylko z wierzchu, ale także po wgryzieniu się w czarno-białą masę.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak te muffinki wyglądają po upieczeniu i przekrojeniu koniecznie zajrzyj na mój Instagram. Nie zapomnij dodać mnie do obserwowanych ;)

Zaletą tego przepisu jest stosunkowo jasna "biała" część masy i mocno ciemna "czarna". A do tego względnie wilgotna. Szukałam sposobu na uzyskanie w pieczeniu właśnie takiego efektu. Dotychczas znane mi jasne ciasto biszkoptowe byłoby tutaj zbyt suche a do tego miało tendencję do nadmiernego zarumieniania.

Składniki:

250 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
80 g margaryny
50 g cukru pudru
2 jajka
50 ml maślanki
50 ml wody
2 laska wanilii (lub ewentualnie aromat waniliowy)
1 tabliczka gorzkiej czekolady
sól

Do dekoracji: białe i czarne draże lub (nawet lepiej) kawałki białej i czarnej czekolady.

Przygotowanie:

W mniejszym naczyniu wymieszaj składniki suche tj. mąkę, proszek do pieczenia, sodę i pół łyżeczki soli. Odstaw na bok.

Teraz czas na składniki mokre, które należy wymieszać w trochę większej misce. Najpierw utrzyj dobrze margarynę z cukrem (mikserem). Mieszaj dobrze kilka minut aż masa stanie się puszysta. Dodaj maślankę, wodę. Dobrze wymieszaj. Na końcu dodaj jajka. Wymieszaj. Nawet jeśli całość nieco się zważy nie ma co się przejmować. Po dodaniu składników suchych ciasto będzie ok.

Dodaj wymieszane wcześniej składniki suche. Masa będzie dosyć gęsta, dlatego trzeba się przygotować na mieszanie na początku mikserem a potem być może łyżką (jeśli łopatka miksera będzie się nadto oblepiać). Dobrze wymieszaną masę rozdziel po połowie w dwa osobne naczynia. Dodaj wanilię do jednej części i rozpuszczoną, gęstą (ale nie gorącą!) czekoladę.

Przygotuj metalową formę na muffinki - 12 szt. Włóż jednorazowe, papierowe foremki. Wypełnij jedną część foremek masą jasną, drugą część masą ciemną. Nie wykładaj więcej jak 1/3 pojemności foremki, ponieważ ciasto na prawdę dobrze rośnie. Nie ma co ryzykować, że "wyjdzie" i popęka ;) Na koniec ułóż na wierzchu kawałki czekolady (białe na ciemnym, ciemne na białym). Ja w wersji z czekoladą najpierw włożyłam kawałki na godzinę do zamrażalnika, wydaje mi się, że dzięki temu opóźniłam ich rozpuszczenie i ładniej wyszły po upieczeniu całości. Jeśli użyjesz draży rekomenduję kupić jak najdrobniejsze i raczej nie wkładać ich z ciastem do piekarnika, ale "poutykać" w gorące jeszcze muffinki tuż po wyjęciu z pieca. Będą smaczniejsze. Sprawdziłam to empirycznie!

Nastaw piekarnik na 180 stopni C. Piecz 15-17 minut aż patyczek wetknięty w ciasto będzie suchy.

Smacznego!



Muffinki drożdżowe z cynamonem. Potrójna przyjemność!


Są ludzie, którzy jedząc warstwowe ciastko najpierw schrupią jego wierzch, żeby dopiero w drugiej kolejności dobrać się do pysznego środka. Albo objedzą brzegi oblanego czekoladą cukierka i na końcu zabiorą się za nadzienie. Ten przepis dostarczy dla nich kolejnej frajdy z jedzenia-dzielenia. Potrójne muffinki aż kuszą, by zanim znikną w ustach rozebrać je najpierw na części ;)

Te muffinki mają w sobie wszystko, co lubię. I nutę słodyczy i posmak cynamonu, a do tego pulchniutkie ciasto, które najpierw rośnie w oczach, a potem przyjemnie się w nie wgryza. Kształtem są trochę "bułeczkowe", ale podane w papierowych foremkach na muffinki nie dadzą się pomylić z niczym innym.

Składniki:

Ciasto

2 łyżeczki drożdży instant
50 ml ciepłej (letniej) wody
150 ml letniego mleka
50 g cukru
1 jajko
40 g rozpuszczonego masła
450 g mąki

Posypka
80 g rozpuszczonego masła
250 g cukru
3 łyżki cynamonu

Chcesz zobaczyć zdjęcia z przygotowania tych muffinek? Zapraszam Cię na mój instagram.

Przygotowanie:

W naczyniu wymieszaj: mleko i wodę (jedno i drugie ciepłe, choć nie gorące), zwykły cukier, masło oraz drożdże typu instant. Po zmieszaniu tych składników dodaj jajko i mąkę. Ciasto mocno zgęstnieje. Wyrzuć je na gładką powierzchnię i ugniataj aż stanie się sprężyste i gładkie (7-10 min). Przykryj i pozostaw na ok. godzinę. Ciasto powinno ładnie wyrosnąć.

Przygotuj metalową foremkę na muffinki (taką na 12 sztuk), do której włożysz foremki papierowe. To najlepszy sposób na upieczenie tych ciasteczek. Osobiście próbowałam też w silikonach, ale muffinki po wyjęciu z takiej foremki częściej się rozpadały. Natomiast podane w papierkach nie tylko się nie rozpadają, ale też wyglądają bardzo atrakcyjnie. Z przepisu wychodzi 12-15 muffinek. Dlatego oprócz tych w metalowej foremce piekłam też kilka w silikonach.

Gdy ciasto będzie już wyrośnięte znów przerzuć je na gładką powierzchnię posypaną lekko mąką i ugniataj prze minutę lub dwie. Następnie przygotuj dwie miseczki. Do jednej z nich przelej rozpuszczone masło, do drugiej wsyp cukier zmieszany z cynamonem.

Teraz czas na najprzyjemniejszą część przygotowywania muffinek i tym samym odkrycie całej tajemnicy ich kształtu. Uformuj z ciasta kulki wielkości orzecha włoskiego. Każdą z nich umocz w maśle a następnie obtocz w cukrze wymieszanym z cynamonem. To jak obficie to zrobisz zależy od Ciebie. Ja byłam dosyć hojna jeśli chodzi o posypkę i muffinki wyszły słodkie i intensywnie cynamonowe. Nie żałuję ;) Każde ciasteczko składa się z trzech kulek, które należy wcisnąć w foremkę. I gotowe! Teraz daj "odpocząć" ciastu, a więc pozostaw muffinki na około godzinę. Uważaj jednak, by nie wyrosły za bardzo, bo staną się gigantami :)

Piecz ok. 18-20 minut w temperaturze 180 stopni C. Smacznego!

Chcesz być na bieżąco z innymi przepisami Mamy Muffin? Polub moją stronę na Facebooku:



P.S. Ja użyłam w przepisie drożdży instant. Mówiąc szczerze była to pierwsza moja przygoda z tym wynalazkiem. Nie żałuję, bo ciasto na prawdę pięknie rosło. Jeśli jednak spróbujesz zrobić te muffinki w wersji z tradycyjnymi drożdżami daj proszę mi znać. Chętnie dowiem się, czy i w tej formie są smaczne i puszyste.



Podwójnie czekoladowe muffinki


Ten przepis uratował mnie już w dziesiątkach sytuacji, kiedy potrzebowałam pewnego, pysznego wypieku. Takiego "na szybko", bez ryzyka, że gdy wyjmę z piekarnika to wyjdzie coś w rodzaju ciastoliny i w dodatku wykonanego z produktów, po które - na wypadek niespodziewanych gości - nie trzeba biec do sklepu z prędkością równą prędkości światła. Ale tak na prawdę, to doceniłam go dopiero po urodzeniu Córeczki. Gdy skończyła pierwszy miesiąc, nieśmiało zaczęli do nas zaglądać pierwsi goście. Ciocie i wujkowie. Pierwsi ciekawi, jak ta nasza Kruszynka wygląda i czy jest bardziej podobna do Mamy czy Taty. To bardzo miłe spotkać się z taką ilością ciepłych słów i spojrzeń. I chociaż w nowych okolicznościach nikt ode mnie tego nie wymagał, to ja przyzwyczaiłam się już, że w moim domu Gość zawsze dostaje chociaż drobny poczęstunek. Trudno mi było odpuścić, nawet, gdy na moich rękach praktycznie cały dzień spoczywał Maluszek. Musiałam jednak myśleć, by przygotować coś szybko i sprawnie, tak by wyrobić się mniej więcej w ramach jednej z krótkich, bo 15-minutowych drzemek maluszka. I tu znów mój flagowy przepis na muffinki przyszedł z pomocą.

Dlatego nieprzypadkowo to właśnie tą recepturą na małe muffinkowe co nieco chciałam podzielić się z Wami w pierwszej kolejności na moim blogu. To przepis, dzięki któremu narodziła się moja miłość do muffinek. 

Znaleziony swego czasu w Internecie i udoskonalony przeze mnie w prosty sposób, tak że aż miło mi się patrzy na zadowolone miny konsumujących go Gości, zaskoczonych miłą niespodzianką kryjącą się w środku.



To właśnie czekolada ze słoika, którą sowicie wypełniam każdego muffinka gwarantuje kulinarny sukces tego prostego wypieku. Po pierwsze sprawia, że muffinek wręcz rozpływa się w ustach, jest głęboko nawilżony i lekko uzależnia ;) Cóż... jedna sztuka, to dla czekoladowych łasuchów zdecydowanie za mało! Pieczenie tego podwójnie czekoladowego cudeńka zajmuje nie więcej jak pół godziny. Do tego przepis jest tak prosty, że niezbędne do niego składniki zazwyczaj są w naszych domach. Może za wyjątkiem tej słoikowej czekolady, ale zapewniam - jeśli raz upieczecie te muffinki to zapasy takiej czekolady znajdą się już na stałe w Waszej kuchni. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ochota na to małe muffinkowe co nieco.

Składniki mokre:

- 1 jajko
- pół szklanki oleju
- 1 szklanka mleka

Składniki suche:

- pół szklanki cukru
- 2 szklanki mąki
- 3 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżki kakao

oraz 3/4 słoika czekolady (+/- 300g)

Muffinki piekę w silikonowych foremkach (15 sztuk). Jak się przekonałam, także to, do czego wrzucimy nasze ciasto ma znaczenie. Silikon w wypadku tego przepisu sprawdził się najlepiej, pozwalając zachować "soczystą" konsystencję ciasta. Muffinki z tego przepisu pieczone w specjalnej blaszce wychodzą bardziej suche, kruche a nawet lekko się rozpadają. Natomiast próba mojej mamy pieczenia wyłącznie w papierowych foremkach skończyła się katastrofą. Papier rozszedł się pod wpływem ciężaru ciasta, wyszły nieforemne i za mocno przypieczone.

Wykonanie jest bardzo proste, nie potrzebujemy nawet miksera. Najpierw oddzielnie mieszam składniki suche i mokre. Mokre najczęściej ubijam zwykłą trzepaczką, żeby nadać im puszystości. Następnie powoli dosypuję składniki suche do mokrych, mieszam łyżką i ciasto gotowe!

Po rozłożeniu silikonowych foremek na blaszce piekarnika najpierw wypełniam je tak, żeby lekko zakryć dno. Czyli do każdej wkładam tylko małą porcję (łyżeczkę) ciasta. Następnie dokładam czekoladę ze słoika. Do każdej foremki wkładam czubatą (!) łyżeczkę tego uzależniającego (a jakże) kremu. Przy okazji, muszę przyznać, że kilka porcji ląduje w mojej buzi... No cóż, taki przywilej kucharki :) Następnie wypełniam foremki resztą ciasta, starając się rozłożyć je proporcjonalnie w każdej z nich. Im więcej ciasta zostawimy na wierzch, a mniej damy na spód, tym jest szansa, że muffinki ładniej nam wyrosną.

Muffinki piekę zawsze w 200 stopniach C, nie wykorzystując termoobiegu. Piekę 15 min. (wkładając do już rozgrzanego piekarnika), a następnie sprawdzam, czy są gotowe do wyjęcia wkładając w nie wykałaczkę. Zazwyczaj przedłużam pieczenie jeszcze do 2 minut, aby wierzch nabrał lekkiej chrupkości. I gotowe!

Nie muszę chyba dodawać, że najsmaczniejsze są lekko ciepłe. Tata Muffin dba o to, by kilka z nich od razu znikło ze świeżo wyjętej z piekarnika blachy :)

Smacznego! Dajcie proszę znać, czy Wam smakowało :)