6 rzeczy, które w karmieniu piersią zaskoczyły mnie najbardziej

17:39 Mama Muffin 20 Comments



Karmienie piersią to dla mnie trochę taki rejs na pełnym morzu. Piękne widoki, niezapomniane wrażenia, ale jednocześnie jeśli chcesz tego doświadczać jak najdłużej nie ma odwrotu, nie możesz dobijać do brzegu. Nie ma kompromisów. Mam tu na myśli wszystkie dni, kiedy jestem umęczona nieprzespanymi z powodu karmienia nocami, albo chcę wyjść z domu bez małej, ale nie ma chętnych by z nią zostać. Bo a nuż zrobi się głodna i nie będzie chciała jeść z butelki. Co najbardziej zaskoczyło mnie w tej przygodzie na morzu pełnym mleka? To już druga część mojej historii o karmieniu piersią, którą publikuję pod hasłem "moje cycostory". (Tu zapraszam do przeczytania części pierwszej historii). 

A oto 6 rzeczy, które w karmieniu piersią zaskoczyły mnie najbardziej:

1. Wysiłek fizyczny. Od pierwszych dni. Być może wynika to z mojej nieporadności. Ale fakt jest taki, że słyszałam o zasadzie, że podczas karmienia wygodnie ma być nie tylko dziecku ale i mamie. Święta prawda. Z tym że od teorii do praktyki jak zawsze długa droga. Zwłaszcza gdy robi się coś po raz pierwszy w życiu. Albo gdy pojawiają się problemy i najważniejszym celem staje się nakarmienie dziecka. Nie ważne jak, choćby na rzęsach ;) byleby zjadło. Początki karmienia w moim wypadku wiązały się więc z bólem. Czasem mniej, czasem bardziej dotkliwym. Zaczęło się od totalnie zdrętwiałej ręki z powodu nieruchomego leżenia przy dziecku na szpitalnym łóżku. Potem było tylko trudniej, bo po powrocie ze szpitala do domu samopoczucie w pierwszych dwóch tygodniach nie najlepsze. Felerne, choć konieczne nacięcie sprawiało, że gimnastyka - szczególnie nocna - przy dziecku to było nie lada wyzwanie. Czasami aż łezka zakręciła się w oku, gdy wyjmowałam i wkładałam ją do łóżeczka a tu akurat nieszczęsne szwy zaczynały doskwierać. Do tego doszedł jeszcze klasyczny problem z poranionymi brodawkami. Na szczęście szybko kłopot z bólem ustąpił, bo leczenie maścią i własnym mlekiem pomogło a i dziecko zaczęło z czasem pewnie sprawniej ssać. Ale to wszystko było i minęło. Każdy dzień przynosił poprawę a z czasem i ja mogłam skorzystać z wygód, dzięki niezawodnej poduszce do karmienia.

2. Nieprzespane noce. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie mam pojęcia jak by się przedstawiała sytuacja, gdybym karmiła córeczkę mlekiem sztucznym. Ale w przypadku karmienia piersią na żądanie w zasadzie od narodzin córeczki jestem takim całodobowym barem szybkiej obsługi ;) Są wręcz momenty, że mój ulubiony Klient puka do niego nawet co 1,5 godziny w nocy. A zasadą jest, że są to trzy godziny, nie dłużej bez karmienia. W dzień czy w nocy (z jedną, może czasem dwiema dłuższymi przerwami za dnia). Dochodzi do tego, że czasem czuje się jak lunatyk. Zapytana o to, jak wyglądała miniona noc na prawdę nie jestem w stanie opowiedzieć jej dokładnie. Wstawania, karmienia, odbijania, usypiania. To wszystko zlewa mi się w jedno. I pomyśleć, że do tej pory byłam osobą, która bardzo lubiła się wysypiać i twardo spała całą noc. Nawet w ciąży nie miałam większych problemów z zasypianiem. A tu proszę taka niespodzianka. Cały czas mam przed oczami SMS od mojej przyjaciółki otrzymany tuż po urodzeniu Córeczki "Gratulacje. Wyśpisz się za rok". Racja. Pełne nadziei odliczanie trwa zatem nadal ;)

3. Brak mobilności. Na taką sytuację w pewnym sensie byłam oczywiście gotowa. Rodzi się malutkie dziecko, biorę roczny urlop i będę zajmować się nim całymi dniami. Rzecz dla mnie oczywista, że w tym okresie z wyjazdów we dwoje albo całodniowych wypadów na zakupy wolałam zrezygnować. Ale i w tym zakresie zostałam nieco zaskoczona. Musiałam przywyknąć do tego, że z domu bez dziecka wychodzę na czas nie dłuższy niż 1,5 godziny. Tak było przynajmniej do końca trzeciego miesiąca, kiedy córeczka jadła nawet w dwugodzinnych odstępach a głodna nie dała się uspokoić w żaden sposób. Teraz gdy ma już pięć miesięcy nie reaguje tak gwałtownie na głód. Dlatego przynajmniej nie wracam biegiem, gdy tylko się obudzi, bo wiem że wytrzyma. Nie mogę natomiast polegać na butelce, bo poddenerwowana głodem odmawia jedzenia, gdy nie ma mnie w zasięgu wzroku. Choć tu przyznaję, że pewnie gdybym bardzo chciała mogłabym ją przyzwyczaić do jedzenia z butelki pod moją nieobecność. Ale brak mi do tego samozaparcia. Odciąganie mleka, gdy mała je bardzo dużo, w tej chwili zajmuje mi bardzo dużo czasu (pięć wieczorów na jedną porcję!). A mleka modyfikowanego jakoś nie chcę jej podawać. Tak po prostu - nie bo nie, bo po co? Opcja wyjścia z Małą Muffinką też nie zawsze jest szczęśliwa, gdy w trakcie wypada karmienie. Muszę liczyć się z tym, że będę wracała z płaczącym dzieckiem do domu. Jakoś nie idzie nam jedzenie poza domem. Chyba dziecko za dużo rozprasza, a i ja prawdopodobnie mając w głowie minione doświadczenia jestem za bardzo poddenerwowana i mała to wyczuwa. Mleko mamy najlepiej smakuje w domu. Dlatego też w tym domu spędzamy bardzo dużo czasu.

4. Natura rządzi. Tu muszę się przyznać szczerze - nie wierzyłam we własne ciało. Ba, nawet teraz, gdy karmię dzień w dzień od miesięcy łapię się na tym, że mu nie ufam. Na szczęście moje dziecko nie ma takich zahamowań jak ja i je smacznie nie zdając sobie sprawy z mojego niedowierzania. O ile w początkach karmienia widziałam wypływające samoczynnie mleko, tak teraz ile razy sięgnę po laktator to poddaję się po 20-30 ml. Nie raz przyłapałam się na sytuacji, gdy odwlekam karmienie choćby o pół godzinki, bo wydaje mi się, że przecież tam nic jeszcze nie ma. Przymuszona przez dziecko już wielokrotnie przekonałam się, że brew mojemu złudnemu wrażeniu córeczka się najada. Mało tego ssie jak szalona z piersi, w której jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że nie ma mleka. Dzielna mała. Opanowała po prostu sztukę ssania do perfekcji. A matka natura pomaga jej w tym nawet lepiej niż jej rodzicielka.

5. Czekolada smakuje tak długo... dopóki Cię porządnie nie zemdli. To takie moje pociążowe odkrycie. Pół żartem, pół serio ;) Co to ma wspólnego z karmieniem piersią? W moim wypadku chodzi po prostu o to, że karmiąc wróciłam do wagi z czasów licealnych. 47 kilo, przy moich tradycyjnych 53. Mogę więc się bezkarnie objadać i zupełnie nie przejmować stopniowo okalającym mnie tu i ówdzie tłuszczykiem. No bo go zupełnie nie ma. A jem jak smok! Najbardziej objadając się na noc. I nic, waga ani drgnie, a nawet spada proporcjonalnie do tego, ile przybyło mojej córeczce. Chwilo trwaj, rzec by się chciało ;) Wreszcie mogę najeść się muffinów do woli i bez ograniczeń. Zwłaszcza tych moich ulubionych podwójnie czekoladowych (tu zapraszam po przepis).

6. Może być tak pięknie. Wiem, że to, co napisałam powyżej, jak i w poprzednim wpisie na temat mojej historii karmienia piersią wcale na to nie wskazuje. Jednak tak właśnie jest - pięknie! Po tym, jak już mamy za sobą pierwszy (mam nadzieję ostatni) kryzys, pozostaje nam tylko cieszyć się naszą mleczną przygodą. Dla mnie jako matki są to przede wszystkim chwile niesamowitej naturalnej bliskości. Patrzę na moje już siedmiokilowe "maleństwo" i jestem z siebie dumna. Przecież ona cała jest ze mnie. Dosłownie! W jej ciałku nie ma jak na razie ani grama, który wziąłby się z zewnątrz. A przecież ciąża skończyła się już parę ładnych miesięcy temu. Karmienie to takie przedłużenie chwil, które już nigdy nie powrócą. Przed oczami mam obrazek, gdy moja córeczka odrywa się nagle od cyca, patrzy w górę na moją twarz cała umorusana mlekiem i zaczyna się do mnie uśmiechać. Jestem pewna, że to wspomnienie pozostanie ze mną do końca życia jako jedno z tych najpiękniejszych.


Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec mojej historii o karmieniu piersią. Jeśli nie chcesz przegapić kolejnych wpisów z serii "Moje cycostory" koniecznie daj mi o tym znać, wypełniając poniższy formularz:

Być może to Cię również zainteresuje:

20 komentarzy:

  1. Dzięki Twoim słowom przypomniałam sobie jak to było.. :) Nie zawsze łatwo ale widok wpatrzonych w Ciebie oczek cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ta buzia wymazana mlekiem ;) nic dodać, nic ująć...

      Usuń
  2. Nie lubiłam karmić piersią. Ze względów zdrowotnych przeszłam na butelkę. I bardzo się z tego cieszę. Dni nie spędzam w domu, jestem fleksyjna co jest bardzo dobre jeśli ktoś ma aktywny tryb życia. W ciągu dwóch i pół miesięcy zrzuciłam 37 kg, bez karmienia naturalnie. Także nie narzekam. A okres 2 tyg karmienia wspominam jako koszmar. Nie wyspanie. Brak czasu. I cały dzień do kitu…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko się poddałaś... dla mnie pierwsze tygodnie to też był koszmar ale przetrwałam i karmię już 19 miesięcy :)

      Usuń
  3. Gratulacje formy, do której udało Ci się wrócić dzięki aktywności :) Mówią, że najlepsza mama to szczęśliwa mama, także dobrze, że każda z nas szuka swojej drogi w macierzyństwie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam 4,5 miesięcznego synka... jakbym ja pisała...w dzieńi w nocy co 1,5 h. Teraz trochę rzadziej w dzień, bo ciągle się rozprasza, za to dłużej w nocy... Może kiedyś przyjdzie nam sen:). Albo i nie, bo będzie kolejne dziecko... ale może to drugie nie będzie tak żarłoczne:D Tylko będzie jednym z tych "śpiochów":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale jeszcze się w życiu wyśpimy. A co nam za wspomnienia pozostaną, to nasze ;)

      Usuń
  5. Wypijalam hektolitry wody. Zwłaszcza przez pierwsze 2 miesiące jak mały wstawał na jedzonko w nocy. Po karmieniu wypijalam butle 1.5l, a i to bywało mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też słyszałam, że picie wody jest bardzo ważne przy karmieniu. Ja niestety mam w tym czasami pewne zaległości. Nie ma czasu biegać do kuchni i dolewać sobie wody do szklanki. Sposób znalazłam taki, że wszędzie w pokojach mam porozstawiane szklanki z wodą. Dzięki temu woda zawsze jest pod ręką ;)

      Usuń
  6. Jak chcesz odciagnac wiecej mleka, to sciagaj go w trakcie karmienia dziecka. Z jednej piersi dxiecko pije, przy drugiej laktator. U mnie tylko to dzialalo. Sam laktator nie powodowal wyrzutu oxytocyny wiec mleko nie chcialo plynac. Powodzenia na dalszej mlecznej drodze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak chcesz odciagnac wiecej mleka, to sciagaj go w trakcie karmienia dziecka. Z jednej piersi dxiecko pije, przy drugiej laktator. U mnie tylko to dzialalo. Sam laktator nie powodowal wyrzutu oxytocyny wiec mleko nie chcialo plynac. Powodzenia na dalszej mlecznej drodze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A z tym odciąganiem przy karmieniu całkiem dobry pomysł. Choć moja Mała Muffinka dosyć niespokojnie je i byle pierdoła ją rozprasza. Jak zaczyna ciągnąć to siedzę nieruchomo, żeby się nie denerwowała, więc to może być trudne ;/

      Usuń
  8. Fajny wpis. Też jestem niewyspana. Teraz mam drugie dziecko, które ma ostatnio fazę jedzenia co 1-2 godziny w nocy ��

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie było tak samo :) tak jakbym czytała siebie. Racja, mimo bólu bo u mnie był tez raz słabszy raz mocniejszy bo dwóch, trzech miesiącach zaczęłam odczuwać przyjemność z karmienia. Najcudowniejsze momemty w moim życiu chociaż czasami bolało, ale zawsze będę je miło wspominać. Karmie jeszcze mojego synka mimo, że ma półtora roczku. A i mój smyk gdy mial 4 miesiące przestał akceptować butelkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wytrwałości w karmieniu. Ciekawa jestem jak to będzie z nami. Sen mi z powiek spędza perspektywa powrotu do pracy i wyregulowania karmień tak, żebym nie musiała małej odstawiać i żeby było dla niej ok. Jak na razie to ciężko z jedzeniem poza piersią. Tak tylko do smaku. Zobaczymy. Na pewno dam znać w kolejnym wpisie jak nam idzie.

      Usuń
  10. Też często miałam wrażenie, że piersi są puste a tak naprawdę mleko wytwarzało się pod wpływem ssania dzidziusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz organizm nas zaskakuje. Ja osobiście nie mogę pojąć jak to możliwe, że tyle mleka jestem w stanie naprodukować. No ale potem widać efekty w postaci opustoszałej lodówki na wieczór ;) Mąż się czasami łapie za głowę widząc ile razy robię sobie kolację.

      Usuń
  11. ja karmię córcie od 4 miesięcy i zobaczymy jak to potrwa:) przy synku karmiłam 8 i też jadłam jak smok. Teraz w miarę normalnie.
    Zapraszam do mnie. Rozkręcam się na nowo bo miałam awarię:( każdy obserwator mile widziany http://sylwiaidzieci2.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie zaskoczyło że karmiac piersią przytyłam zamiast schudnąć na co się bardzo nastawiałam, karmię ponad 11 miesięcy i mam już 4 kg na plusie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech tylko maluszek dostanie szybszych ruchów, to zobaczysz, że ten plus pewnie szybko zgubisz :) A nawet jeśli nie, to najważniejsze zdrowo się odżywiać i przy karmieniu i bez. A organizm nasz już tam swoje wie, czy ma gubić czy gromadzić, bo siły przy dziecku potrzeba, że hoho, nie?

      Usuń