Nie linczujcie matek za to, jak ubierają dzieci

11:34 Mama Muffin 19 Comments


Jak zyskać miano wyrodnej matki? Wystarczy... ubrać swoje dziecko. Nieważne co maluch będzie miał (lub nie miał) na sobie, zawsze w oczach tzw. opinii publicznej będzie źle. Pamiętam sytuację na oddziale szpitalnym zaraz po urodzeniu Małej Muffinki. Przez moment ja i inne dziewczyny, które leżały w sali poczułyśmy się jak w wariatkowie. Nocny personel kończy zmianę. Pielęgniarki na odchodnym otwierają drzwi do sali i zakręcają kaloryfery. Pada werdykt, że mamy zdecydowanie za gorąco, dzieci są ciepło ubrane i nie możemy tak przegrzewać niemowlaków. Przychodzi zmiana, poranny obchód pediatry z personelem towarzyszącym. I od razu wielka afera, że matki noworodków powariowały. Dzieci leżą porozbierane do badania a w sali wyłączone ogrzewanie i drzwi na oścież. Jak mogłyśmy zafundować naszym dzieciom takie afrykańsko-syberyjskie warunki? Wyrodne matki! 

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w dziedzinie dziecięcego a już zwłaszcza niemowlęcego outfitu są dwa obozy eksperckie. Przedstawiciele każdego z nich zawsze, nawet bez pytania mają coś do powiedzenia na temat ubioru Twojego malucha.

Niektórzy jeśliby tylko mieli taką władzę (tak jak rzeczone pielęgniarki na oddziale noworodkowym), zadbaliby o Twoje dziecko za Ciebie. Na szczęście, najczęściej kończy się jedynie na sugestiach "w twarz" lub ocenianiu, gdy pozornie tych uwag nie słyszysz. Pierwszy z obozów, który mam na myśli to obóz "młodszy" i należą do niego głównie inne doświadczone mamy. To od nich najczęściej usłyszysz za plecami komentarz w stylu "O matko, jak ona ubrała tego dzieciaka? Przecież musi mu być strasznie gorąco!" albo "Ja wychowałam dwoje, zawsze latały na bosaka i nic im się nie stało". Drugi z obozów to ten starszy "kocykowo-skarpetkowo-rajstopkowo-czapeczkowy" twierdzący z reguły, że Twojemu dziecku brakuje jakiejś części garderoby i z tego powodu za chwilę traficie na OIOM z zapaleniem płuc lub inną życiową tragedią. Mając regularny kontakt z jednym i drugim szybko doszłam do wniosku, że sama muszę decydować o tym, jak ubieram moje dziecko. I robić to konsekwentnie, choćby chcieli spalić mnie na stosie. 

Bo przecież dziecko to nie lalka, którą ubiera się według ściśle określonych kanonów. Nikt nie da mi na ten ubiór gotowej recepty. A jeśli uważa, że ją ma, to jest w błędzie. W tym większym, im bardziej próbuje mnie jako matkę z tego powodu oceniać.

Zastanawiam się, dlaczego do tematu ubierania dzieci nie podchodzi się tak, jak w świecie osób dorosłych. Każdy człowiek jest inny, ma inne odczucie temperatury. Jeden wyjdzie w wiosenny dzień w krótkim rękawku, drugi w bluzie. Ilu ludzi, tyle wersji ubioru. Nikt nie próbuje tłumaczyć dorosłemu na ulicy, że ma na sobie o jedną warstwę za dużo. Wszyscy wychodzą z założenia, że najwyraźniej taki ubiór mu odpowiada. W przypadku malutkiego dziecka oczywiście nie wiemy tak do końca, jak się czuje bez skarpetek lub w dodatkowym sweterku. Nie powie nam tego. Ale to tylko dodatkowy argument, by mieć szacunek do tego, jak ubrała je matka. To ona drogą prób i błędów musi dojść sama do najlepszych rozwiązań dla swojego dziecka na każdą pogodę. To ona, a nie kto inny bierze odpowiedzialność za jego zdrowie. To ona wreszcie zna je najlepiej. Nie wiemy przecież, czy dzień wcześniej nie miało temperatury, czy ma akurat potówki, albo jak zareagowało na ubiegłotygodniowe wyjście bez czapki. 

Pewnie, że matka popełni nie raz błędy. Ale ma do tego prawo, tak samo jak ma prawo do przekonania o tym, że robi dla swojego dziecka to co najlepsze. Jeśli tylko działa kierowana miłością, na pewno jej dziecku nie stanie się krzywda.

Źródło grafiki: pixabay.com

Być może to Cię również zainteresuje:

19 komentarzy:

  1. Zupełna racja i popieram Cię w 100%. Chociaż sama matką nie jestem, to jednak spotkałam się z takimi stwierdzeniami i ocenianiem matek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, jak w każdym temacie okołodzieciowym tak w i tym spełnia sie reguła, że ile matek tylu ekspertów w danej dziedzinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już dawno przestałam zwracać uwagę na ubiór innych dzieci. Na placu zabaw latem widuję zarówno maluchy w polarach i wiązanych czapkach, jak i krótkich spodenkach. Najlepiej będzie, jeśli każdy będzie zwracał uwagę głównie na swój strój ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak właśnie objawia się typowa zaściankowość. Sprawdzę, co słychać u sąsiada w ogródku, podczas gdy u mnie rośliny więdną ;). Bardzo mądrze napisane.
    http://utwory-wierszem-pisane.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. No, fakt. To dość znane - że do wszystkiego każdy lubi wrzucać 3 grosze. Jak zawsze najlepiej zawierzyć własnej intuicji.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nadal przewracam oczami, kiedy szwagierka zakłada swojemu synkowi bluzę i czapeczkę przy 20 stopniach, podczas kiedy mój w t-shircie biega. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bogu dziękować, że tego nie doświadczyłam. Na szczęście nie miałam większych uwag jeśli chodzi o ubiór mojego dzieciątka :) ale.... przecież wiele jeszcze przede mną !

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje dzieci często biegają boso po ogródku, a mój tata za każdym razem dostaje zawału :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze napisane !!! Ja też nie zwracam uwagi na ubiór innych dzieci i mam w nosie to co mówią o moich. Gdy jest upał moje dziecko gania jak na upał przystało a gdy zawieje wiaterek nie lecę od razu z czapką. Ale przyznam że przy pierwszej córce tak robiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie jeszcze nikt bezpośrednio nie krytykował za zły ubiór córki, zdarzały się jakieś pojedyncze rady od mamy czy teściowej, ale bardzo rzadko, bo mieszkałam daleko od nich. Każdy niech ubiera dziecko jak chcę. Ja jestem przyzwyczajona do ciepłych klimatów i bardzo nad tym ubolewam, dlatego córkę przyzwyczajam do chłodu i od małego ją hartuję. Mam nadzieję, że nie będzie tak upośledzona jak ja :P i nie będzie się trzęsła z zimna gdy temperatura spadnie do 19 stopni Celsjusza ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też należę do tych ciepłolubnych. I na razie ciężko mi wyczuć, czy córka odziedziczyła to po mnie. Na każdą pogodę staram się znaleźć złoty środek, żeby nie przesadzić w jedną lub w drugą stronę. Na szczęście szafa małej pełna jest ciuszków, które mi podarowano, więc mam w czym wybierać.

      Usuń
  11. Ehhh święta prawda. Nie dość że matka sama ma dylemat co założyć maluszkowi to jeszcze zawsze znajdą się "życzliwi" dla których i tak jest źle. Dla mnie nawet zasada że o jedną warstwę więcej niż dorośli nie bardzo działa, bo kiedy ja zmarzluch siedzę w polarze mój mąż zakłada t-shirt i krótkie spodenki. I gdzie tu przyjąć ten punkt odniesienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie! Też tak mam. Staram się jak najwięcej obserwować dziecko i wbrew powszechnym opiniom sugeruję się temperaturą rączek i nóżek. Zauważyłam że u mojej córeczki są zimne nie zawsze, jak to się często mówi że u małego dziecka tak jest, ale gdy jest cieniej ubrana i faktycznie jest jej trochę chłodniej. Ubieram w jedną warstwę więcej i już mam ciepłe rączki a ona się nie poci. To mój system na razie. Z czasem dzieci zaczną nam same dawać znać i się problem rozwiąże ;)

      Usuń
  12. Świetny temat. Ja za każdym razem jak ubieram córkę do żłobka to przeżywam katusze, wyobrażając sobie komentarze opiekunek. Moje dziecko zawsze jest ubrane inaczej niż reszta ;) sprawdzam prognozę pogody, patrzę za okno przed wyjściem, a i tak nie trafiam z ubiorem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak to niestety jest, że lubimy być ekspertami od wszystkiego :) A komu najłatwiej wcisnąć ekspertyzę czy dobrą radę? Świeżo upieczonej mamie. Bo dopiero zaczyna przygodę MACIERZYŃSTWO, bo nie ma sił się kłócić, bo jeszcze nie umie bronić swojej racji, bo ... Bo te złote rady dostaje od bliskich i trudno im powiedzieć, że ich się nie potrzebuje i to ona decyduje o swoim dziecku. I każda z matek musiała przejść tą drogę. Niestety :) Powodzenia i dużo cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ale jest też pozytywna strona tej sytuacji. Nic tak jak macierzyństwo nie uczy asertywności i wyrabiania sobie swojego zdania. Więc jakby nie było, wychodzi na nasze :)

      Usuń
  14. Piątka!! Fakt jeśli ktoś przesadza z ubiorem dziecka, to nie wygląda to smacznie. Ale halo! 21 wiek, witamy w świecie gdzie nawet maluchy mają prawo do tego by być modne. Bo tak można to określić. Same chcemy ładnie wyglądać, to czemu dzieci nie mogą? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzieci powinno ubierać tak aby czuły się komfortowo i wygodnie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. strój dla dziecka jest ważny, musi czuć się wygodnie
    zapraszam do obserwacji http://fantastic-brand.blogspot.com/ odwdzięczam się tym samym

    OdpowiedzUsuń