Wyprawka dla noworodka: 7 zaskakujących i bardzo praktycznych przedmiotów, o których być może nawet byś nie pomyślała...

15:42 Mama Muffin 6 Comments


To nie jest kolejny post, który ma na celu jedynie przekazanie informacji, ile pieluszek i jakiego rodzaju ubranka do szpitala (i nie tylko) powinnaś przygotować dla swojego jeszcze nie narodzonego dziecka. Owszem, są to rzeczy must have i nie możesz ich pominąć przygotowując się na przyjście na świat maleństwa. Ale takich list pod hasłem wyprawka dla niemowlaka w internecie znajdziesz sporo. Wystarczy odpowiednia selekcja i wyprawka gotowa. Ja na przykład przed narodzinami Córeczki skorzystałam z tej oto listy podesłanej przez koleżankę:

Lista tradycyjnych rzeczy, które powinny znaleźć się w wyprawce dla noworodka i jego mamy.

Dziś, gdy mogę nazwać się już z dumą doświadczoną młodą mamą ;) chciałabym podpowiedzieć młodszym stażem rodzicom, o jakie przedmioty warto uzupełnić wyprawkę dla dziecka. Będzie Ci nieco łatwiej, bo ja musiałam je wykombinować sama. Z perspektywy dnia dzisiejszego myślę, że bez tych 7 rzeczy przetrwanie pierwszych miesięcy opieki nad Córeczką byłyby znacznie trudniejsze.

Tradycyjne listy tego typu skupiają się na higienie i zdrowiu niemowlaka, ubiorze, pojawia się na nich też szereg niezbędnych, choć oczywistych przedmiotów typu wózek, fotelik samochodowy czy łóżeczko. Gdy przygotowywałam się do narodzin Małej Muffinki miałam nawet wrażenie, że często tworzone są z automatu. Bardzo pomocne, a jednak brakuje w nich pewnego małego szczegółu... Chodzi po prostu o fakt, że oprócz wykonywania szeregu czynności, które będą składały się na rutynową opiekę nad Twoim dzieckiem, będziesz jeszcze potrzebować prostych wynalazków, które sprawią, że opieka ta stanie się łatwiejsza i bardziej przyjemna dla Ciebie i dla Dziecka. Z korzyścią dla dwojga!

Oto lista 7 "czasoumilaczy" i "opiekoułatwiaczy", które w ciągu pierwszych kilku miesięcy życia mojej Córeczki przydały mi się niesamowicie, a których nie znalazłam wcześniej na żadnej innej liście z wyprawką dla noworodka.

1. Wielokolorowa żarówka na... pilota

To takie istnieją? O tak! W moim domu znalazła się zupełnie przez przypadek w okolicach narodzin dziecka i na długie miesiące stała się naszym najlepszym przyjacielem :) Niezastąpiona nocą, gdy nawet nie chciałam słyszeć o zgaszeniu światła w naszej sypialni. Pewnie też będziesz mieć taką potrzebę, by swojego dziecka nie spuścić z oka ani na moment. Ja na moją śpiącą Córeczkę mogłam patrzeć godzinami, nawet nocą. Ale też bałam się, by nie przydusiła się kocykiem, nie odwróciła w beciku główką do materacyka itp., itd. Takich scenariuszy w głowie młodej mamy rodzi się tysiące. Nie ma więc sensu zasypiać w ciągłym niepokoju, albo bez ustanku wstawać, by zapalić światło i zerknąć na dziecko. Pilot do lampki, która stoi nieco w oddali (i dzięki temu nie bije swoim blaskiem po oczach ani Tobie ani dziecku), to świetna sprawa! Tylko po co kupować nową lampkę, albo szukać jakiejś specjalnej z pilotem? Wystarczy kolorowa, ledowa żarówka z odpowiednim gwintem i po sprawie :) Gdy już nie będziesz jej potrzebowała, wymienisz sobie ją na zwykłą i lampka kupiona kiedyś do sypialni odzyska swoje dawne funkcje. Ale bezprzewodowe włączanie to nie jedyna zaleta takiego urządzenia. Bardzo przydaje się też funkcja rozjaśniania i ściemniania światła oraz zmiany koloru. Po pierwsze w sypialni nie jest już tak nudno, choć przy niemowlaku na brak atrakcji nawet nocą raczej narzekać nie będziesz. Funkcja ta przydaje się, gdy chcesz zasnąć i nie wyłączać światła. Zmieniasz kolor na ciemniejszy, dodatkowo możesz też zmniejszyć jego intensywność. Gdy dziecko się wybudza, przychodzi czas karmienia lub zmiany pieluchy włączasz kolor biały/żółty (w zależności od preferencji), rozjaśniasz na maksa i gotowe. Nie musisz zapalać górnego światła i rozbudzać przy tym siebie i dziecko. Ja przy tej ekonomicznej żaróweczce (LEDy nie zużywają tak dużo energii jak tradycyjne żarówki) spałam przez długie 5 miesięcy. Teraz włączam ją w innym celu - dla zabawy! Córeczka bardzo lubi obserwować zmiany kolorów a pilot ma taką fajną funkcję, że robi to automatycznie.

Jeśli nie masz pomysłu, gdzie dostać taką żarówkę, możesz skorzystać z mojej podpowiedzi. Mąż dostał ją w jednym z popularnych dyskontów, ale to była raczej tylko oferta czasowa. Nie ma więc sensu, żebyś przygotowując się na przyjście na świat maluszka traciła czas i biegała od sklepu do sklepu. Polecam mój sprawdzony sposób w takich sytuacjach - zerknij na oferty sprzedaży takich kolorowych żarówek led z pilotem na stronie jednej z popularniejszych porównywarek (tutaj). Cena, jak zauważysz jest wcale nie wygórowana w zamian za tyle funkcji i wygodę dla mamy i maluszka. Żarówkę z pilotem można bowiem dostać już za około 30 zł. Koniecznie zwróć uwagę na dobór odpowiedniego gwintu, pasującego do Twojej lampki (kinkietu lub żyrandola) w sypialni.

2. Czarno-biały obrazek

Sklepy dziecięce pełne są kolorowych i pięknych zabawek. Ale muszę Cię zmartwić, Twojego malca na starcie wcale nie będą one interesowały. Przynajmniej przez pierwsze miesiące dziecko woli oglądać kontrastowe obrazki, niż podziwiać pięknie uszyte misie. Grzechotek nie potrafi chwytać, dlatego trudno skupić na nich na dłużej uwagę nowo narodzonego maluszka. Ten pomysł, który chciałabym Ci zaproponować, podpowiedziała mi moja położna jeszcze zanim Mała Muffinka przyszła na świat. I sprawdził się znakomicie! Mało tego, dostarczył mi wiele radości. Gdy będziesz już miała swojego maluszka przy sobie zrozumiesz te słowa. Pewnie jak ja będziesz z niecierpliwością wyczekiwała na każdy jego ruch, czy gest - przejaw świadomego rozumienia świata. Nowo narodzone dziecko żyje bowiem troszkę w swoim świecie i dopiero z upływem czasu zaczyna kontrolować ruchy gałek ocznych, rączek czy wydawane dźwięki. Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy ustawiłam "pierwszą czytankę", jak nazwałam ten przedmiot przed oczami kilkudniowej Córeczki. Przechyliła główkę na bok i wyraźnie zainteresowała się przedmiotem. Wpadłam w zachwyt, bo to był pierwszy raz, kiedy skupiła na czymś swój wzrok. Potem czytanka w formie zwykłej kartki papieru wydrukowanej na domowej drukarce przydawała mi się jeszcze wielokrotnie. Także w celach uspokajających, gdy dziecko stawało się już lekko niecierpliwe i marudne. Zaletą takiej "czytanki" jest też to, że zupełnie nie przejmujesz się, że może się zniszczyć. W końcu w każdej chwili możesz wydrukować następną. Mało tego! Możesz z łatwością taką książeczkę samodzielnie dla swojego dziecka napisać :) Wystarczy tylko troszkę "pogrzebać" np. w Wordzie z kształtami i gotowe.

Jeśli nie masz na to czasu, ochoty lub po prostu obawiasz się, że nie potrafisz mam dla Ciebie prezent. Taką pierwszą czytankę przygotowaną przeze mnie możesz pobrać stąd.

3. Zestaw kołysanek

Zanim urodziłam dziecko wydawało mi się, że na kołysanki przyjdzie czas dopiero później. Będę nucić Córeczce do snu, jak trochę podrośnie. Ale traf chciał, że na mojej nocnej szafeczce znalazła się pożyczona od koleżanki płyta z kołysankami jeszcze zanim stałam się mamą. Jaki to był świetny pomysł! Zaczęłam śpiewać je Córeczce zanim jeszcze się urodziła, a potem nuciłam praktycznie od pierwszych dni, gdy pojawiła się na świecie. Zdążyłam już kilku nauczyć się wcześniej na pamięć. I wiecie co? Nie żałuję! Na początku myślałam, że to może bez sensu. Przecież Córeczka i tak nic nie rozumie. A jednak. Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia po tym jak zaczęłam nucić pierwsze słowa kołysanki Mała Muffinka będąc na moich rękach spojrzała na mnie, uśmiechnęła się od ucha do ucha, pomachała swoją rączką wokół moich ust a potem słodko zasnęła. Chwilo trwaj wiecznie :) Teraz śpiewam jej codziennie. 

Oto kilka moich ulubionych kołysanek:

- Od tej zaczynałyśmy, taki połogowy wyciskacz łez, piękne słowa o pierwszym kochaniu w rytmie stukającego matczynego serducha (kołysanka: "Mamo żywa kołysko")
- Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga - taka króciutka historia o oszukanym Wojtusiu, to właśnie tę kołysankę Mała Muffinka polubiła tak bardzo, że uspokaja się i uśmiecha na dźwięk pierwszych słów ("Bajka iskierki" w wersji wykonywanej przez Grzegorza Turnaua i Magdę Umer)
- O Dorotce. To kołysanka, którą zainspirował mnie mąż, gdy byłam jeszcze w ciąży i graliśmy ją Małej Muffince do brzuszka (Kołysanka Dorotka)
- I moje najnowsze odkrycie - kołysanka do Słoneczka (Zachodźże Słoneczko)

I jeszcze mała rada. Na początku usypianie niemowlaka może trwać bardzo długo, dlatego dobrze jest mieć kołysanki zgrane na przykład na płycie. Muzyka z nośnika będzie wspierać rodzica, gdy zaschnie mu w gardle ;) i można zostawić ją grającą w tle, gdy maluszek już słodko śpi.

Oto kilka takich zestawów, które mogę polecić:

Kołysanki usypianki - płyta z tradycyjnymi kołysankami na pokładzie
Tata śpiewa kołysanki - bo niby dlaczego tata nie może zaśpiewać na dobranoc?
Mini mini kołysanki - dla tych, którzy lubią śpiewać wspólnie z gwiazdami

4. Piłka fitness

Na tym sprytnym i jakże prostym w obsłudze urządzeniu do ćwiczeń spędzałam podczas pierwszych czterech miesięcy dzień w dzień po kilka godzin. Pomyślisz może, że stałam się namiętną fanką Ewy Chodakowskiej, czy też Ani Lewandowskiej? Nie, nie wynikało to z mojej chęci zrzucenia zebranych po ciąży kilogramów. Był to raczej ratunek dla mojego kręgosłupa i jednocześnie bardzo skuteczny uspokajacz dla Córeczki. O odkrytej przeze mnie metodzie uspokajania płaczliwego niemowlęcia pisałam już tutaj (Przeczytaj koniecznie, bo może i dla Ciebie będzie ona jak zbawienie w najtrudniejszych chwilach!) Piłka była doskonałym narzędziem, dzięki któremu udało się odtworzyć efekt bujania z matczynego brzuszka. Nie musiałam dźwigać godzinami Małej Muffinki na rękach i nadwyrężać i tak doświadczonego po ciąży kręgosłupa. Może pomyślisz, że nie warto wykorzystywać piłki, bo dziecko się przyzwyczai? Moim zdaniem nie trzeba się tego obawiać. Ja na prawdę często wykorzystywałam piłkę a dziś, gdy Córeczka ma już ponad pół roku potrafię ją uspokoić i usypiać bez tego. Chociaż mimo wszystko chętnie siadam z nią na piłce, zwłaszcza w nocy, gdy nie może spać (choć na szczęście zdarza się to już tylko okazjonalnie). Blisko 8-kilowy maluszek, gdy jestem zaspana, wydaje się ważyć co najmniej 10 kilogramów więcej! Nie wyobrażam sobie opieki nad Córeczką bez tego prostego urządzenia fitness.

Polecam zakup piłki z pompką. Jeśli będziesz ją eksploatować tak jak ja swoją, na pewno Ci się przyda możliwość szybkiego uzupełnienia powietrza ;) Tu znalazłam dla Ciebie kilka ciekawych ofert odnośnie piłki fitness.

5. Kwadratowy cienki kocyk/pieluszka

Wiem, że i kocyki i pieluszki znajdują się zawsze na liście z wyprawką dla niemowlaka. Ale rzadko się zdarza, by ich autorzy zwracali uwagę na kształt tych przedmiotów. A zapewniam Cię, że ma on niemałe znaczenie! Na pewno każdy kocyk, czy pieluszka Ci się przyda. Bez dwóch zdań. Ale aby zapewnić malutkiemu dziecku poczucie maksymalnego bezpieczeństwa i jak to było w moim przypadku, zagwarantować spokojny sen oraz szybko i sprawnie utulić w płaczu (Tu jeszcze raz odeślę Cię do wpisu pt. "Nie popełnij mojego błędu tuląc swojego maluszka!"), niezbędny jest właśnie cienki (nie śliski!) kocyk lub pieluszka w kształcie możliwie maksymalnie zbliżonym do kwadratu. Zapewniam Cię, że tradycyjny becik, który też często pojawia się w wyprawce dla niemowlaka, nie spełni tego zadania. Owszem, też go używałam, bo wygodnie jest trzymać w nim dziecko. Natomiast w sytuacjach najbardziej kryzysowych sięgałam zawsze po mój ulubiony pomarańczowy kocyk. Bo tylko on umożliwiał wystarczająco ciasne spowijanie maleństwa. Z każdego innego (prostokątnego, czy grubszego) Córeczka potrafiła wygrzebać się w kilka minut i zaczynała płakać na nowo. Wiem, że to rozwiązanie sprawdza się też doskonale przy kolkowych problemach niemowlaków. Jeśli masz wątpliwości, śmiało zapytaj swoją położną. Każda z nich, jeśli tylko ma wystarczające doświadczenie korzystała z powodzeniem z tego rozwiązania. To, czy powinnaś kupić kocyk czy raczej pieluszkę uzależnione jest od pory roku, w której przyjdzie na świat Twoje maleństwo.

Duży wybór ślicznych muślinowych pieluszek i kocyków o wymiarach 90 x 90 cm i 120 x 120 cm (te większe starczą też dla ciut większego dziecka) znajdziesz na przykład tutaj.

6. Smoczek, który świeci w ciemności

Zanim nie zaszłam w ciążę, nie wiedziałam że takie istnieją. Chodzi o smoczki fluorescencyjne. Pod wpływem naświetlenia (światłem dziennym lub zwykłą żarówką) świeci albo smoczkowy "guziczek" albo uchwyt smoczka. Na prawdę fajna rzecz dla mamy, która karmi nocą. Świecąca funkcja mojego smoczka uratowała mnie już dziesiątki razy od konieczności ponownego usypiania malucha. Z nocnymi karmieniami w moim wypadku wygląda mniej więcej tak, że Mała Muffinka wybudza się w środku nocy 2-3 razy, po tym jak w trakcie snu wypuści z buzi smoczek. Zaczyna czuć wtedy głód i wierci się szukając piersi. Gdybym pozwoliła jej tak "rozwiercić" się na dobre rozbudziłaby się otwierając oczy. A wtedy po karmieniu czekało by mnie minimum 15-20 minut lulania, żeby zasnęła na nowo. Działam więc bardzo szybko. Chwytam dziecko i smoczek, który świecąc sygnalizuje mi swoje położenie. A światło w sypialni jest słabe i gdyby nie jego fluorescencyjność na prawdę trudno by mi go było odnaleźć, bo jestem wtedy baaaaaardzo zaspana. Po karmieniu mam dzięki temu smoczek w gotowości i wkładam go w celach uspokajających i usypiających do budzi od razu Córeczce. Inaczej znów mogłoby mieć miejsce nagłe rozbudzenie (Mała Muffinka jest niestety przy karmieniu, czasem też i po jego zakończeniu bardzo nerwowa - pisałam o tym we wpisie Moje cycostory cz. 1). Teraz, gdy Córeczka ma ponad pół roku dostrzegłam też inną zaletę smoczka. Zaczęłam bowiem stopniowo gasić światło w sypialni, ale wciąż mam kontrolę nad tym co moje dziecko wyrabia w łóżeczku. Czy nie śpi przypadkiem buzią do poduszki, czy odwróciła się w tą czy tamtą stronę. Wszystko oczywiście dzięki świecącemu smoczkowi, który trzyma w ustach ;)

Fajny wybór smoczków świecących nocą znajdziesz na przykład tutaj.

7. Rolety okienne typu "dzień noc"

Ten ostatni punkt na mojej liście to inwestycja obarczona lekkim ryzykiem. Ale ostatecznie ileż można poświęcić w zamian za kilka chwil błogiego snu - Twojego i maluszka! A jeśli byłaby szansa, że powtarzałby się one codziennie, to można rzec, że wygraliśmy los na loterii. Nie wiem, czy każdemu pomogą, stąd to ryzyko. Nie wiem też, na ile faktycznie miały wpływ w przypadku usypiania mojego maluszka. Ale faktem jest, że od pierwszych dni, gdy w domu pojawiła się Mała Muffinka spuszczałam je przy wieczornym usypianiu. Na początku trwało to nawet do godziny, teraz Córeczka zasypia w moment. I zapada w głęboki sen, znacznie głębszy niż te przy drzemkach w ciągu dnia. Wiadomo, fizjologia. Wydaje mi się jednak, że spuszczanie rolet bardzo przyspieszyło naukę wieczornego zasypiania. Pomaga też często o poranku, gdy udaje się nieco "oszukać" ;) dziecko co do pory dnia. Oboje z mężem nie lubimy pobudek o 5.30... więc gdy się zdarzają, to korzystam z faktu, że dziecina dzięki zasłoniętym roletom nie do końca wie, że już wstał dzień. Zazwyczaj jeszcze udaje się nam po krótkiej chwili usypiania skraść około godzinki drzemki. Dlatego za nic w świecie nie dałabym ściągnąć z okna naszych rolet :) Czasem wykorzystuję je również do drzemek w ciągu dnia, gdy dziecko jest wyjątkowo "nakręcone", a wiem, że sen przydałby się mu jak zbawienie. Przyciemnione światło w pokoju pomaga mi Córeczkę wyciszyć.

Polecam oczywiście, by rolety były jak najciemniejsze. Najlepsze wydają się takie zewnętrzne, bo one są w stanie całkowicie zablokować dopływ światła. Ale to spory wydatek, poza tym nie każdy może sobie take zamontować ze względu na elewację budynku. Myślę jednak, że rolety typu: dzień noc czarne - sprawdzą się znakomicie.

A może Ty też masz kilka oryginalnych pomysłów na uzupełnienie wyprawki dla maluszka? Śmiało podziel się nimi w komentarzach! Zapraszam.

Podobał Ci się artykuł? Daj mi o tym znać klikając w "Polub tę stronę" poniżej. Na prawdę bardzo się z tego ucieszę!

6 komentarze:

Muffiny z jagodami (Jagodzianki)

11:45 Mama Muffin 6 Comments

muffiny jagodowe jagodzianki

Jestem na wakacjach, w miejscu gdzie spędziłam całe dzieciństwo. Jednym z najpiękniejszych wspomnień stąd pochodzących są moje wyprawy na jagody. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, wspólnie z mamą lub koleżankami potrafiłam godzinami zbierać te owoce w lesie. To był taki mój pierwszy poważny trening wytrwałości. Aby uzbierać 2-3 litry trzeba było się trochę napracować. Nic potem nie smakowało tak cudownie jak cieplutkie bułeczki z jagodami, popijane mlekiem prosto od krowy!

Czasy się zmieniły. Ja już na jagody nie chodzę, bo obowiązków zbyt wiele. Zwłaszcza z półrocznym dzieckiem u boku byłby to nieco szalony pomysł (Tu przeczytasz więcej na temat moich wyzwań w opiece nad Małą Muffinką). Jestem też bogatsza o kilka własnych (wykraczających poza maminy zeszyt z przepisami) doświadczeń kulinarnych. 

I tak oto powstały te muffiny-jagodzianki, z podarowanych po sąsiedzku jagód. To taki miks sąsiedzkiej życzliwości, moich wspomnień i proporcji z zeszytu mamy przełożonych na potrzeby formy muffinowej.

Zapraszam do smakowania. Efekt jagodowych zębów murowany!

P.s. Chociaż zazwyczaj składniki staram się podawać w gramach (jest to dokładniejsze), tym razem użyłam tradycyjnej szklanki (250 ml). Jak już wspomniałam wyżej, jestem na wakacjach i nie zabrałam ze sobą całego asortymentu kuchennego, w tym elektronicznej wagi.

Składniki na muffinki (12 sztuk):

2 szklanki mąki 
1 szklanka cukru
1/2 łyżeczki soli
3 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
1 jajko
1 szklanka mleka

Składniki na posypkę:

25 gr masła
+/- 1/3 szklanki mąki (sypać ostrożnie aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji!)
1/4 szklanki cukru
1 czubata łyżka cynamonu lub kokosu

Wykonanie:

Wymieszaj 2 szklanki mąki, szklankę cukru, sól i proszek do pieczenia. Do odrębnego naczynia o pojemności min. 350 ml wlej pół szklanki oleju, dodaj jajko a następnie dolej tyle mleka, by uzupełnić mieszankę o brakujący płyn aż do uzyskania 350 mililitrów mieszanki. Wymieszaj a następnie dodaj do składników suchych. Zmiksuj wszystko razem.

Teraz możesz dodać jagody, ale uwaga! Zrób to ostrożnie, mieszając jedynie łyżką, niezbyt energicznie. Jagody mają to do siebie, że mocno barwią ciasto, jeśli się przypadkiem rozgniotą.

Włóż tak przygotowane ciasto do metalowej formy na muffinki, wyłożonej wcześniej papierowymi papilotkami.

Przygotuj posypkę w formie kruszonki. Ja zrobiłam cynamonową, ale już po fakcie przyszło mi do głowy, że kokosowa będzie tu lepiej pasowała. Podkreśli smak jagód, a nie zdominuje go. Do 1/3 szklanki mąki dodaj masło, cukier, kokos lub cynamon. Ugniataj kruszonkę ręką. Jeśli nadal będzie lepka, dodaj jeszcze tyle mąki aż uzyskasz kruchą, w miarę sypką konsystencję. Posyp kruszonką muffinki.

Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni C. Piecz ok 20-25 min. aż włożony do ciasta patyczek będzie suchy.

Smacznego!

6 komentarze:

Pierwsze pół roku z życia dziecka, czyli Abecadło Małej Muffinki.

17:50 Mama Muffin 16 Comments


Minęło dokładnie pół roku od dnia, w którym urodziła się Mała Muffinka. To też pół roku od momentu, w którym powstał jeden z pierwszych wpisów na tym blogu. Nie wspominałam tego dotąd na jego łamach, ale prawdą jest, że powstawał on dosłownie w bólach porodowych. Gdy rozkręcały się pierwsze skurcze byłam lekko zestresowana i strasznie potrzebowałam jakiegoś rozpraszacza. Redagowanie bloga okazało się doskonałym pomysłem.

Dziś moja Córeczka ma już sześć miesięcy, a blog stałe grono wiernych Czytelników ;) Z okazji tej małej "półrocznicy" pomyślałam, że winna jestem Wam kilka słów więcej o sobie i Małej Muffince. Zwłaszcza, że pierwsze posty publikowałam zadając w nich pytanie, jaką będę mamą (Zobacz wpis pt. Nasza Muffiniarnia). Dziś coś już o tym wiem. Z wielką radością przyglądam się, w jakim tempie rozwija się moja Córeczka. 

Pierwsze pół roku to chyba okres największych zmian. Czas, gdy Twoje dziecko zamienia się z niewiele widzącego i (niekiedy) płaczącego godzinami niemowlaczka w pełne radości, uśmiechające się od ucha do ucha dziecko.

Żeby uchwycić te wszystkie przemijające chwile, postanowiłam przygotować dla Was opowieść o Córeczce w formie Abecadła. Taki alfabet o życiu półrocznego dziecka. Jego zwyczajach i przemianach, które zaszły od chwili narodzin aż do momentu, gdy Mała Muffinka skończyła 6. miesiąc życia.

A jak apetyt
A ten rośnie i rośnie. Od samego początku karmimy się piersią, przeżywając najwspanialszą wspólną przygodę w życiu. Choć nie od razu było tak pięknie i z górki (Zobacz wpisy: Moje cycostory cz. 1 oraz 6 rzeczy, które w karmieniu piersią zaskoczyły mnie najbardziej). Dziś jedzenie to przyjemność zarówno dla mamy, jak i dla maluszka. Czasem mam wrażenie, że Mała Muffinka przyssała się do mnie z takim apetytem, że za chwilę wypije mnie całą. Mój apetyt jest też wprost proporcjonalny do jej możliwości. 

B jak bobasek
Pamiętam ciałko Małej Muffinki tuż po urodzeniu. Chudziutkie, delikatne rączki i nóżki. Jak patyczki. Strach było dotknąć, by nie zrobić dziecku krzywdy. Z czasem noworodek zamienił się w bobaska. I to z bardzo konkretnym ciałkiem. Po prostu nie mogę czasem oderwać wzroku. Dobrze, że w dobie patyczaków królujących na wybiegach w kwestii mody niemowlęcej nic się nie zmienia. Im więcej do kochania tym lepiej!

C czyli chusta
Tak. Chustujemy się już od końca trzeciego miesiąca. Zbieram się powoli na przygotowane wpisu o naszych doświadczeniach. Ale już teraz wspomnę, że Mała Muffinka to bardzo lubi. Na razie wiążemy się z przodu i w słoneczne dni wychodzimy na miasto. Córeczka w swoim kapelusiku niczym meksykańskie sombrero, z wielkimi oczami, które stają się jeszcze większe na widok wszystkiego co mijamy po drodze, przyciąga uwagę przechodniów. A serce matki rośnie, gdy słyszy za plecami "Patrz jakie śliczne dziecko" :)

D jak dom
W domu jest fajnie, ale pod gołym niebem jeszcze lepiej. Gdy nie ma humoru, to czas spędzać lepiej na zewnątrz. Tam jest wiele ciekawszych obiektów do zaobserwowania. I pomyśleć, że w pierwszych miesiącach cztery ściany własnego mieszkania zupełnie wystarczały. W domu było tyle do podziwiania. Teraz niestety najbardziej atrakcyjnym obiektem jest włączony telewizor. A tego razem oglądać nie chcemy. Bo czyż listki w parku nie są bardziej atrakcyjne?

E = emocje
A tych w życiu Małej Muffinki jest wiele. Bardzo żywo reaguje na otaczający świat. I zdecydowanie jest ekstrawertyczką. Nie muszę chyba pisać, co to oznacza w przypadku małego dziecka... W naszym domu jest bardzo głośno. Mała manifestuje w sposób zdecydowany wszystkie swoje potrzeby, zwiększając decybele wydawanych dźwięków z każdą sekundą wyczekiwania na reakcję rodziców. Ale tak jak wkłada wszystkie swoje siły w głośny płacz, gdy jest jej źle, tak też z wielką namiętnością okazuje radość i zadowolenie. Kocham ją za to bezgranicznie. Jednakowo za ten płacz i uśmiech. Bo to jest właśnie cała moja Mała Muffinka!

F czyli figle
Powoli się zaczynają. Są chwile, gdy Córeczka zamienia się w małego dzikusa. Tak stało się z czasem, gdy nauczyła się swojego ciała. Niekiedy mam wrażenie, że wszystkie jego fragmenty muszą być w danej chwili w ruchu. Tak przejawia się jej radość. Jeszcze nie nauczyła się raczkować, ale poruszanie opanowała do perfekcji. Z tym, że chodzi... na plecach i do tyłu. Taki mały raczek-nieboraczek.

G jak głos
Z czasem płacz przestał być jedynym dźwiękiem wydawanym przez Małą Muffinkę. Z zachwytem przyjmowaliśmy każdy z nich. Zaczęło się od gugania, potem pojawiło się gaworzenie. Teraz najczęściej jest radosny pisk. I głośne rechotanie. 

H, czyli harmonogram dnia
A raczej jego brak? Przez te pół roku życia nauczyłam się, że najlepszy plan dnia to... brak planu. Wtedy i Córeczka i mama są najszczęśliwsze. Oczywiście są pewne stałe punkty programu, bo zawsze jest jakiś spacer, jedzenie, przewijanie itp. itd. Ale ile razy wpadała mi do głowy myśl, że powinnam robić to o danej porze, Mała Muffinka szybko wyprowadzała mnie z błędu. W całym jej krótkim życiu pory na spanie, spacer, czas jedzenia i częstotliwość wymiany pieluszek zmieniały się tak często, że aż wydaje się to nieprawdopodobne. A jednak. Nie można się przyzwyczajać i nabierać nawyków. Trzeba uważnie obserwować dziecko i się dostosowywać. Nie ma mowy o nudzie. Oj nie!

I... co z tymi rękami?
Pytanie, jak najbardziej zasadne, zwłaszcza dla tych, którzy śledzą mojego bloga już od jakiegoś czasu. Mniej więcej do końca trzeciego miesiąca (nawet ciut dłużej), Córeczka była po prostu niezdejmowalna z moich rąk (Zobacz wpis: I spraw Boże, by wyrosły mi jeszcze dwie ręce). Zastanawiałam się, jaki będzie tego efekt, że tak dużo i często ją noszę. No i? Nic. Mała Muffinka podrosła, zaczęła interesować się światem i stała się bardziej niezależna ode mnie. Zdarzyło się nawet, że usnęła w łóżeczku sama, bez mojej pomocy. Nie żałuję tego noszenia. Nasza historia to dowód, że nosić warto. Bez obaw o to, że dziecko się przyzwyczai.

J czyli jeszcze nie...
...siedzimy, chodzimy, ba nawet nie raczkujemy. I jeszcze nie jemy nic poza mlekiem mamy. Choć to ostatnie już lada moment się zmieni. Taką listę rzeczy, których Mała Muffinka jeszcze nie potrafi można by rozwinąć. Pół roku za nami, wiele przed nami...

K czyli kąpiel
W tej dziedzinie zaszło u nas sporo zmian. Wystarczy wspomnieć, że kiedyś pokój, w którym stoi wanienka nazywałam żartobliwie "pokojem kaźni i tortur". Tak w skrócie można by opisać nasze starania o to, by Mała Muffinka kładła się do łóżeczka czysta i odświeżona. Nie lubiła kąpieli, dlatego ich częstotliwość w pewnym momencie starałam się ograniczać. Głośny protest wywoływało albo wkładanie do wody, a gdy to stało się z czasem przyjemnością, to niechęć została zwrócona w stronę wycierania/ubierania. Ale i tu przyszedł czas na zmiany. Dziś samo wniesienie do pokoju kąpielowego wywołuje w Małej Muffince dziki szał. A na widok pluskającej wody buzia cieszy się od ucha do ucha. Już nie mogę się doczekać kąpieli na siedząco, kiedy w ruch pójdą skrywane jeszcze w szafie kąpielowe zabawki. Podwodny świat jeszcze przed nami!

L jak ludzie
Mała Muffinka bardzo lubi ludzkie twarze. Zwłaszcza te kobiece. A na uśmiech i wesołe zaczepki odpowiada takim samym szczerym i rozbrajającym uśmiechem. Oczywiście nie zawsze tak było, bo do trzeciego miesiąca raczej unikałyśmy publicznych występów. Z czasem zaczęłyśmy razem wychodzić "na kawę" i spotkania pod chmurką. Już nie mogę się doczekać, kiedy Córeczka zacznie rozpoznawać swoje koleżanki i swoich kolegów.

Ł niczym Łzy
Było ich dotąd sporo w życiu Córeczki. Skąd się biorą wyjaśniam pod literką E. A moje sposoby na radzenie sobie z ich nadmiarem opisywałam na blogu jakiś czas temu, polecając metodę na uspokajanie płaczącego dziecka, która mi bardzo pomogła. Mniej więcej pod koniec czwartego miesiąca już mogłam o niej zapomnieć. Odetchnęłyśmy obie, gdy tylko Mała Muffinka zaczęła rozumieć coraz więcej z otaczającego świata. Zainteresowanie jej widokiem zza okna, zabawką czy piosenką zazwyczaj wystarcza by odciągnąć uwagę od gorszego nastroju. A gdy zmęczenie sięga zenitu parę sprawdzonych metod na usypianie wystarcza, by w miejsce łez pojawił się błogi spokój śpiącego maluszka.

M jak mama
Wciąż z utęsknieniem czekam na to słowo w ustach mojego dziecka. Ale to pewnie jeszcze potrwa. To nic. I tak rozumiemy się bez słów. Mała Muffinka najbardziej lubi, gdy smyram ją włosami z mojej grzywki po buzi. Przymyka wtedy oczka, rozdziawia buzię i śmieje się w głos. A serce matki rośnie!

Naaaa spacer
W pierwszych miesiącach każde wyjście było wyprawą. Można wręcz rzec, że eskapadą. Zazdroszczę mamom, które rodzą latem, bo nie doświadczają takich sytuacji. Córeczka nie lubi się ubierać. Nie lubiła też odkładania do wózka. Zanim więc wyszłyśmy z domu czułam, że uleciała ze mnie wszelka energia. Ale na szczęście jak wszystko, tak i to zaczęło się z czasem zmieniać. Ładna pogoda nam w tym pomogła. Teraz wyjście to już przyjemność i dla mamy i maluszka. Całkiem niedawno pożegnałyśmy się już z gondolą, której mi nieco żal, bo Małej Muffince spało się w niej na prawdę wygodnie. Wyglądała tam bardzo dostojnie. Ale każdy wiek ma swoje prawa. A półroczne dziecko woli zdecydowanie podziwiać świat dookoła a nie obłoki nad główką.

Ooooj ten brzuszek
Mała Muffinka nie lubi leżenia na brzuszku. Pamiętam jak w szpitalu jedna z pielęgniarek ułożyła ją w ten sposób pełna pewności, że każde dziecko to lubi i się uspokaja. Niestety. Na nią to nie działało. Potem czekał nas długi okres usilnych prób spania na brzuszku. Z różnym skutkiem i wielkim moim poświęceniem. Najczęściej bowiem po trwającym pół godziny usypianiu Muffinka odkładana do pozycji na brzuchu budziła się i cały proces musiałam zaczynać od nowa. Z czasem musiałam się poddać, bo spania już w ogóle by nie było. I tak już zostało. Z małymi przerwami, kiedy kilka spań na brzuszku udało się zorganizować, niestety brzuszek jest naszym nierozwiązywalnym problemem.

P czyli pierwszy raz
Im mniejsze dziecko, tym pierwszych razy jest więcej. I są one prawdziwym świętem dla rodziców. Pierwszy uśmiech, głośny śmiech, pierwsze uchwycenie zabawki, podniesienie główki na brzuszku, samodzielne przewrócenie na boczek. To wszystko mamy już za sobą. Sfilmowane, sfotografowane. ale wciąż wiele jeszcze przed nami. Pierwsze jedzenie, siedzenie, pierwsze kroczki. Czekamy cierpliwie...

R niczym ranny ptaszek
Tak. Nie ma mowy o wylegiwaniu w łóżku. 5.30, 6.00 wstawać czas najwyższy! Im Mała Muffinka starsza, tym atrakcji tuż po przebudzeniu musi być więcej. Nie wystarczy grzechotka nad główką. Hitem poranków są plecy taty i nos mamy. Kopniaki i boksowanie, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Takie MMA w wersji łóżkowej. Wszystko po to, by zmusić rodziców do wstania. No bo przecież ileż można spać, skoro świat taki piękny!

S czyli sposoby na...
Mamy wiele swoich sposobów. Matka często musi być jak Macgywer, żeby rozwiązywać problemy. Każdy taki wynalazek jest doskonały, choć nie działa na każde dziecko. Jakie sprawdzały się/sprawdzają w przypadku Małej Muffinki? Na przykład kartonik po macie do zabawy jako doskonała i równie interesująca przesłona dla telewizora, którym za nadto interesuje się córeczka. Albo moja osobista poduszka w jej łóżeczku, gdy w środku nocy wybudza się co chwilę, bo nie może znaleźć w nim dla siebie miejsca. Nadal szukamy sposobu na palucha w budzi i spanie na brzuszku :(

Ś jak śpiewanie
Jestem wdzięczna mojej córeczce za to, że lubi jak śpiewam :) Dotychczas nie miałam odwagi na takie publiczne występy. Ale skoro dziecku się podoba. Pamiętam, że gdy była bardzo malutka a ja nuciłam jej kołysankę przeszło mi przez myśl, czy to ma sens. Bo dziecku może jest wszystko jedno. Ale chwilę później już wiedziałam, że wcale nie. Nie mogę wyjść z podziwu, gdy na dźwięk naszej ulubionej piosenki mój maluszek zaczyna błogo mruczeć, próbuje złapać mnie rączką za usta a chwilę później usypia.

T, czyli oczywiście tata
Od początku pełni ważną rolę w życiu Małej Muffinki. W pierwszych miesiącach wspomagał mamę, sprawdzał się doskonale w kuchni, dzięki kilku prostym trikom ułatwiającym mu gotowanie potraw (Zobacz wpis: Tata też może być jak masterchef). A teraz najlepiej wychodzi mu wspólna zabawa i spacery z Córeczką.

U = uśmiech :)
Podobno dziecko w wieku 4-6 miesięcy śmieje się około 200 razy dziennie. Ja mam czasem wrażenie, że Mała Muffinka robi to 1200 razy na dobę. Gdy tylko jest wypoczęta i najedzona, to na widok wszystkiego się uśmiecha. Obojętnie, czy to twarz mamy, taty, babci czy napotkanej na ulicy osoby. Śmieje się też na widok swoich ulubionych zabawek. I do odbicia w lustrze. Od ucha do ucha, z zabawnym grymasem, mrużąc przy tym oczka. Taki bezzębny uśmiech jest chyba najpiękniejszy ze wszystkich uśmiechów, które można zobaczyć pod słońcem.

W samochodzie
...fajnie jest. Pod warunkiem, że jedzie, a nie stoi. Miejskie korki zatem odpadają. Mała Muffinka należy do licznego grona dzieci, na które jazda samochodem działa usypiająco. Zapinanie w foteliku nie należy do jej ulubionych czynności, ale później szum i delikatne kołysanie robią swoje. Dzięki temu tuż przed ukończeniem 6 miesiąca życia możliwa była pierwsza poważna podróż. Przejechaliśmy nocą ponad 400 kilometrów i teraz w trójkę spędzamy na wsi nasze pierwsze rodzinne wakacje.

Chcesz zobaczyć zdjęcia z naszych wakacji? Obserwuj Mój Instagram.

Z jak zabawki
Albo raczej metki i opakowania od zabawek ;) Bo to w towarzystwie takich gadżetów zabawa jest najlepsza. Sprawdzają się też wszelkie inne zabawki-nie-zabawki, jak chociażby szeleszczące opakowania, czy też kolorowe opakowania po prezentach i czekoladkach. Oczywiście Mała Muffinka bawi się też prawdziwymi zabawkami i to z upływem czasu coraz sprawniej. Umiejętności chwytania i przewracania na bok znacznie usprawniły codzienną zabawę.

16 komentarze: