4 błędy, które popełniłam planując tegoroczne wakacje i 3 całkiem udane decyzje

10:49 Mama Muffin 13 Comments


Zacznę od tego, że tegoroczne rodzinne wakacje uważam za bardzo udane. Nie mam zamiaru absolutnie narzekać, a raczej podsumować kilka ciekawych doświadczeń, które nas spotkały i "ubarwiły" wspólny wyjazd. Był to pierwsze wakacje w pakiecie 2+1 (nie licząc dotychczasowych wyjazdów do dziadków) i pierwszy tak daleki wyjazd. Wniosek: było zdecydowanie bardzo inaczej w porównaniu z tym, jak spędzaliśmy czas na podobnych wyjazdach jeszcze zanim urodziła się Córeczka.

Planując wakacje z prawie półtorarocznym dzieckiem nie wzięłam pod uwagę jednego kluczowego faktu. Nasz świat kręci się teraz wokół dziecka i wakacje zakręcą się tym bardziej. A to oznaczało, że będzie jak co dzień, czyli na wariackich papierach.

Co więc poszło "nie tak"?

Błąd nr 1: Jedziemy nad morze, a więc najwięcej czasu spędzimy oczywiście nad morzem.

Gdy wyjeżdżaliśmy w dwójkę nie mogliśmy nadziwić się tym, którzy siedzieli godzinami przy hotelowym basenie. Na 3, 4-ty dzień pobytu pytali nas o drogę na plażę położoną jakieś 500 m dalej. Już się nie dziwię :) My najwięcej czasu spędziliśmy na ... placu zabaw. Mała była w siódmym niebie siedząc dokładnie na takiej samej huśtawce, jaką ma na co dzień koło domu. A po wejściu na plażę i wykonaniu kilku kroków w piasku z rozpaczą pokazywała rączką w kierunku wyjścia. W efekcie nasze sesje plażowe trwały od 5 do 20 minut. Nie dłużej.

Błąd nr 2: Zacznę pakować się wcześniej, to i tak bardzo duże wyprzedzenie.

Taaa... Na pewno nie dla zakręconej w wirze codziennych obowiązków matki. Dobrze, że zostawiłam sobie taką rezerwę czasową, ale i tak zafundowałam sobie w ten sposób dzień pełen paniki. Pamiętam jak przed naszą podróżą poślubną pakowałam walizkę jeszcze kilka godzin przed wyjazdem na lotnisko. Do ostatniej chwili walczyłam z nadmiernymi kilogramami. Ale teraz pomyślałam sobie, że 3 dni na spakowanie trzech osób przecież w zupełności wystarczą. I pewnie by tak było, gdyby nie wniosek, do którego doszłam w ostatniej chwili, że właśnie nastąpił ten nieszczęsny moment, w którym Córeczka zaczęła hurtowo wyrastać ze wszystkich ciuszków. Zostały dwa dni, ja miałam zero czasu na jakiekolwiek bieganie po sklepach, a dziecko wyglądało jak sierotka, gdy po kolei przymierzałam jej kolejne ciuszki z przygotowanej wcześniej sterty do zapakowania. Wyjścia były dwa. Albo zapakuję co mam, a potem zdjęcia z wakacji schowam gdzieś głęboko w folderze "tajne przez poufne", by za kilkanaście lat nie dogrzebała się do nich Córeczka. Albo zrobię zakupy przez internet, do czego nigdy nie byłam dotąd przekonana. Ponieważ uwielbiam robić zdjęcia i chwalić się ich efektami wybrałam opcję nr 2 kupując dziecięce ciuszki w sklepie on-line. Trochę mnie to kosztowało stresu, bo zakupy były n a  p r a w d ę na ostatnią chwilę.

Błąd nr 3: Zawsze podróżowaliśmy z małą w nocy. Dziecko spało, podróż upływała spokojnie i bez przygód. Ale tym razem, skoro był to wyjazd na wakacje, starym zwyczajem zaplanowaliśmy odwiedzić po drodze kilka lokalizacji i wzbogacić tym samym swój pakiet wakacyjnych wrażeń. I znów był ZONK. U naszego Malucha pierwszy raz odezwała się choroba lokomocyjna. Piękne ciuszki, które przygotowałam dla siebie i dla niej na podróż (żeby ubrać się wakacyjnie i wprawić w wypoczynkowy nastrój), skończyły tragicznie. Jechaliśmy jak na sygnale, byle do celu, zatrzymując się tylko na siusiu i kawę. Ze zwiedzania nici, bo ani nastrój, ani tym bardziej outfit mój i Córeczki nie był ku temu korzystny...

Błąd nr 4: Było trochę kontynuacją tego, co powyżej. Przygotowałam szczegółowy plan atrakcji, które chcieliśmy zobaczyć. Bo przecież nad morzem jest ich dużo więcej niż tylko woda i piasek. Prawda? Ale... nie przewidziałam, że droga do nich będzie wiodła nieopodal niezliczonej liczby dmuchańców-skakańców, helowych baloników i dziecięcych samochodów na pilota. To one stały się celem niejednego spaceru, a widząc radość dziecka nawet nie myśleliśmy, by zmieniać kierunek i szukać innych wrażeń.

To tyle na temat urlopowych wtop. Jakie wakacyjne decyzje nam się udały?

Po pierwsze: Wakacje w Polsce. Założyliśmy sobie, że dopóki Córeczka nie będzie miała prawdziwej frajdy z lotu samolotem i przebywania w tropikach, nasze wakacyjne szaleństwa będziemy realizować na miejscu, w kraju. Biorąc pod uwagę to, o czym wspomniałam powyżej, była to dobra decyzja. Bo jaka jest różnica między huśtawką i dmuchaną zabawką w Polsce albo południowoeuropejskim słońcu? Opalenizna być może większa, ale uśmiech dziecka zawsze ten sam :)

Po drugie: Przekonałam się do zakupów przez internet. Ciuszki z TXM dotarły lotem błyskawicy. W paczkomacie koło mojego domu były już następnego dnia po zamówieniu, czyli akurat w chwili, kiedy czas najwyższy był już na domykanie walizek. Zrobiłam na prawdę udane zakupy, kompletując całą niezbędną wakacyjną wyprawkę za nieduże pieniądze.

Po trzecie: Wakacje 2+1 bez Babci i awaryjnych nianiek. Chociaż nie wątpię, że ich towarzystwo ubarwiłoby nasz wspólny wyjazd, to jednak przez te kilka dni na prawdę mieliśmy czas tylko dla siebie. Wycisnęliśmy go na maksa, ciesząc się chwilami spędzonymi tylko we... troje :)

 

Na zdjęciach - Mała Muffinka w wakacyjnej odsłonie. Ciuszki kupione w TXM (łącznie zapłaciłam za nie 103 zł, co jak na taką ilość też było dla mnie miłą niespodzianką):

- spódniczka niemowlęca szara w pastelowe motylki
- bluzeczka krótki rękaw z siateczką
- sweterek dziergany
- komplet szare spodnie w kropeczki oraz różowa bluzeczka z falbankami
- legginsy w kwiatki
- bluzka z długim rękawem pudrowy róż
- body białe z krótkim rękawem (nie ma go na zdjęciach)

Wpis powstał we współpracy z marką TXM. Opinie w nim zawarte wynikają z indywidualnych doświadczeń Autorki. Zdjęcia pochodzą z prywatnego wakacyjnego archiwum.

Być może to Cię również zainteresuje:

13 komentarzy:

  1. Moja córka zaliczała w drodze na plaże wszystkie automaty z zabawkami🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne, że wakacje można zaliczyć do udanych, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rok temu byliśmy z rocznym wtedy synkiem na Mazurach-tragedia. Głównie przesiedzielismy w pokoju a jak już jechalismy cos zwiedzać to wlasnie objazdowo w aucie. Maly ciągle marudzil płakał.Musielismy skrocić nasz pobyt.Dobrze że gospodarze byli w porzadku i zwrócili nam pieniadze.Na szczęscie przyjechala jakas para na spontanie ktora szukala noclegu.Za 2 tyg.wybieramy się nad morze do szwagra.Już się obawiam jak to bedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to faktycznie mieliście szczęście znaleźć pokój u takich gospodarzy. Ja jak szukałam nad morzem jeszcze przed narodzinami córeczki to musiałam rezerwować okrągły tydzień i płacić z góry mimo, że mogliśmy przyjechać dopiero na 3 dzień rezerwacji. Od początku już o tym ich informowałam, ale nie było zmiłuj. Albo bierzemy tydzień albo nic ;/

      Usuń
  4. Z dziećmi trzeba zawsze uważać, ale zazwyczaj samochód jest i mąż który poratuje w sytuacjach krytycznych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakupy przez neta to spora oszczędnośc czasu dla zabieganej mamy :) Nie znosze tych wszystkich dmuchańców ustawianych celowo tak, by nie dało się ominąć! Współczuje choroby lokomocyjnej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Podróż i wakacje z dziećmi nigdy nie są przewidywalne. My tez dużo czasu spędzaliśmy na placu zabaw :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rok temu nad morzem Tosia szalała na punkcie wszystkich automatów, w tym roku wybraliśmy się w góry, gdzie o te rzeczy było naprawdę trudno:)

    OdpowiedzUsuń
  8. W tym roku chłopaki byli już w górach - jako sześciolatki zaliczyli dolinę 5 stawów z dziadkami, a za chwilę jedziemy nad morze. Czeka nas trasa ponad 500km, wiec przygotowałem jakiś czasem wpis o tym jak przetrwać taką podróż. A polskie morze? Trochę kapryśne, ale i tak warto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no to gratuluję odwagi na takie wyprawy i wytrwałości chłopakom. Może i ja za parę lat się odważę. Tylko, że wtedy obawiam się, że będę miała nie problem z dzieckiem a mężem, który nie lubi wspinać się po górach... ;)

      Usuń
  9. Ja od czasu zostania mamą tez już się nie dziwię, że rodziny spędzają czas na basenie, placu zabaw czy salach z kulkami na ośrodku. Sami robimy tak samo, atrakcje zmniejszając do tego co mogą znieść maluchy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj przy dzieciach to głowa musi być wszędzie ;)
    JEszcze swoich nie mam więc do końca nie wiem jak to jest, ale widzę dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak na prawdę można zrobić sobie szkic, zarys jakiegoś planu wakacji gdy chcemy gdzieś wyjechać z dziećmi, jednak trzeba mieć na uwadze, że może stać się tak, iż nic z naszych planów, poza dotarciem do hotelu, tak na prawdę nie wyjdzie

    OdpowiedzUsuń