Smak doskonały?! Lepszy niż mleka w tubce, albo najpyszniejszej kawy. Ale nikt go nie jest w stanie zapamiętać...

20:42 Mama Muffin 3 Comments


Lubisz mleko w tubce, albo chociaż kawę z mlekiem? No to wyobraź sobie, że masz za sobą baaardzo ciężki dzień w pracy i nagle znajdujesz się w domowym zaciszu, przy dźwiękach ulubionej muzyki popijasz tę kawę albo lepiej, ciągniesz ulubione mleko z tubki. Z każdym łykiem jest pyszniej i pyszniej - tak jak jeszcze nigdy nie było! Do tego dociera do Ciebie, że wszystkie problemy, które Cię dotąd trapiły przestały istnieć, masz w tej chwili wszystko czego pragniesz w swoim życiu i w tej błogiej świadomości zasypiasz... Cudownie prawda? To teraz pomyśl o dziecku, które pije mleko z piersi swojej mamy. Jeszcze przed chwilą płakało ze zmęczenia, bo każdy dzień jest przecież pełen tylu nowych wrażeń! Ale to jedno jest niezmienne. Mama i jej mleko. Tak smaczne, kojące, że wszystko inne przestaje się liczyć. Maluszek ssie mleko, czuje ciepło Mamy, swoim zwyczajem smyra rączką w jej włosach a wszelkie bodźce znikają aż przychodzi błogi sen... Podobnie jak z tą kawą albo mlekiem w tubce? Tak, tylko, że taka sytuacja zdarza się na prawdę za każdym razem, gdy w domowym zaciszu (choć nie tylko tam) karmione jest dziecko. A ta pierwsza historia z kawą lub mlekiem w tubce? Cóż, jest raczej tylko pięknym, niespełnionym marzeniem o idealnym świecie.

Jestem mamą karmiącą. Od dziesięciu już miesięcy, od kiedy Córeczka jest na tym świecie staram się codziennie wyobrazić sobie to uczucie, które towarzyszy mojemu dziecku podczas, gdy zaspokaja swój głód korzystając z zapasów z mojej piersi. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że nigdy się tego nie dowiem, choć bardzo bym chciała. Dlaczego?

Bo mam takie przekonanie, graniczące z pewnością, że to, czym karmi się Moje Dziecko w tej chwili to m i k s t u r a  d o s k o n a ł a. I nie chodzi tu tylko o smak, zdrowotne właściwości, ale też owo błogie uczucie towarzyszące jego ssaniu.

Z jednej strony jest w nim w r o d z o n y  i n s t y n k t, który pamięta czasy jeszcze z brzucha mamy (tak dobrze znany ze zdjęć USG kciuk w buzi trzymany przez płód). A w miarę upływu czasu dołącza nawiązywana stopniowo dzień za dniem więź z matką, za którą idzie (jeszcze nie nazwane, ale jednak!) m i ł o ś ć. I ostatni, równie ważny składnik tej mikstury: to  u l o t n o ś ć  c h w i l i. Gdy dziecko dorasta to zapomina. Może właśnie dlatego, ja postanowiłam spisywać na bieżąco moje cycostory. Jeszcze w tym tygodniu zaproszę Was na trzecią część tej trwającej już 10 miesięcy historii. A tymczasem, jeśli jeszcze nie czytaliście poprzednich moich wpisów pod tym hasłem to serdecznie polecam: Moje cycostory cz. 1 oraz 6 rzeczy, które w karmieniu piersią zaskoczyły mnie najbardziej.

Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu z tej serii? Koniecznie zostaw mi swój adres e-mail a ja Cię o nim powiadomię!

3 komentarze:

Dziecko w potrzebie: Jak można pomóc, gdy nie można inaczej? Moja bajka pomagajka

10:29 Mama Muffin 1 Comments

bajka terapeutyczna bajka pomagajka

Napisałam bajkę. Pierwszy raz w życiu i nawet, przyznam nieśmiało, że jestem zadowolona z efektów :) Ale nie jest to taka zwykła bajka, tylko bajka pomagajka. Może mieliście kiedyś w życiu takie uczucie, słysząc o nieszczęściu, które spotkało kogoś obok, że chcielibyście coś zrobić, jakoś pomóc, ale właściwie to nie wiecie jak? Albo nie macie możliwości, by pomóc tak jak by się wydawało, że będzie najlepiej. Mnie to właśnie spotkało. Tym bardziej dotkliwie, że dotyczyło dziecka. Teraz, gdy mam Córeczkę po prostu serce mi się kraje na wszelkie doniesienia o chorobach maluszków. Zawsze byłam wrażliwa, ale teraz jako matka odczuwam to szczególnie. Czasem mam wrażenie, że prawie tak, jakby spotkało to moje dziecko. To jest chyba ten instynkt macierzyński, który budzi miłość i troskę wylewające się daleko poza nasze osobiste relacje z dzieckiem...

Nie jestem specem od pisania bajek. Ba, nawet na razie niewiele ich czytam, bo moja Córeczka woli przeglądanie książeczek w tempie błyskawicy. Trzy sekundy na jednej stronie to już zdecydowanie za dużo ;) Dlatego treści bajek podczytuję ukradkiem, gdy ona nie widzi, żeby później zręcznie stworzyć jakąś godną narrację do ilustracji. Na szczęście pewnych rzeczy z dzieciństwa się nie zapomina. Odłożone w naszej głowie na półeczkę z napisem "wspomnienia" odżywają, gdy tylko przychodzi okazja ku temu. I motywacja. A tę miałam szczególnie silną po telefonie bliskiej koleżanki i wieści o wypadku, który przydarzył się jej Córeczce. Czteroletnia dziewczynka trafiła do szpitala, gdzie spędziła długie cztery tygodnie praktycznie leżąc w łóżku. Do tego perspektywa długich miesięcy rehabilitacji. Niestety, nie było wesoło :(

Nie mogłam wyobrazić sobie, jak wytłumaczyć czteroletniej, żywiołowej dziewczynce, że nie może na razie biegać tak jak dotąd. Jeden dzień, dwa jeszcze. Ale dla dziecka perspektywa wielu miesięcy leczenia jest właściwie nie do pojęcia. No chyba, że przemówi się jego językiem, czyli słowami bajki. I tak wpadłam na pomysł, żeby przygotować specjalną niespodziankę. Bajkę pomagajkę.

Czym są bajki, które leczą?


"Poczuj się na chwilę jak mały szkrab… Wyobraź sobie, że spokojniutko leżysz sobie w ciepłym łóżeczku… Jest wygodnie i miękko… Jest Ci dobrze i nic Ci nie grozi… A ktoś komu ufasz opowiada spokojnym głosem historię, która wydaje się być znajoma. Jakieś dziecko, trochę takie jak Ty, miało podobne kłopoty jak Ty. I tak samo się na początku bało, płakało i chciało uciekać… Ale okazało się, że to czego się tak bardzo bało – wcale nie było takie straszne… I to dziecko poradziło sobie z tym i cieszyło się tak bardzo. I było bardzo dumne z siebie… I Mama i Tata były z niego takie dumne… Czy to nie wspaniałe?"
Źródło: bajki-zasypianki.pl

Trudno znaleźć taką bajkę gotową, na sklepowej półce. Istotą bajki terapeutycznej jest bowiem to, że bazuje na opowieści w pewnym stopniu pokrywającej się z niektórymi życiowymi okolicznościami, których doświadcza dziecko. Nie są to bajki o magii i cudownych wróżkach. Sama miałam na początku taki pomysł na zakończenie: oto przyszła do dziecka cudowna wróżka i rozwiązała jego problem. Ale bajki pomagajki pokazują realne problemy i tak samo realne musi być ich rozwiązanie. A prowadzi do niego szczera rozmowa z kimś, komu bohater bajki ufa (tak jak jej potencjalny adresat ufa mamie, czy tacie, z którymi może porozmawiać o swoich trudnych przeżyciach). Jak wszystkie bajki, także i te terapeutyczne są z happy endem. Choć bez przesadnego moralizatorstwa na zakończenie. I ostatnia ważna sprawa - taką bajkę dziecko musi przetrawić samo. Jeśli wróci do niej w rozmowie, albo zgodzi się narysować coś nawiązując do treści bajki to znaczy, że cel został osiągnięty. Opiekun ma okazję dotrzeć wtedy do dziecięcego świata w sposób dla dziecka doskonale zrozumiały.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat bajek terapeutycznych zajrzyj koniecznie tutaj i tutaj. Na prawdę polecam te dwa wartościowe blogi!

W moim przypadku bajka miała w sobie dodatkowy prezent. Były to malutkie kukiełki, które zgodnie z treścią bajki pomogły jej bohaterce poradzić sobie z problemem, który ją dotknął.  Oto początek mojej bajki pomagajki, a więcej przeczytacie pod tym linkiem. Zapraszam do lektury i udostępniania, jeśli treść bajki Wam się spodoba :)


"Agatka to bardzo mądra i wesoła dziewczynka. Mieszka z rodzicami w dużym mieście i uwielbia chodzić z mamą bawić się w parku. Tak jak dziś, gdy korzystając z tego, że świeci słońce, w drodze powrotnej ze sklepu zatrzymały się na chwilę pośród drzew. Mama usiadła na ławeczce, a Agatka biegała szczęśliwa w pobliżu. Czuła się już taka dorosła! Podczas gdy jej młodszy brat Krzyś został z babcią w domu, ona wyszła na zakupy, bo jako duża dziewczynka mogła już co nieco pomóc w nich mamie. Potrafiła na przykład sama zdecydować, który jogurt jest najsmaczniejszy i wybierała z dumą ze sklepowej półki te, które zje potem na drugie śniadanie. Tym razem zakupy poszły i mamie, i Agatce wyjątkowo sprawnie. Gdy przychodziły do sklepu z małym Krzysiem to dopiero się działo! Krzyś biegał między półkami, czasem też trochę płakał. Malutkie dzieci tak mają, ale mama nie mogła przez to skupić się na zakupach i trwały one nieco dłużej. Ale nie dziś! - Jak długo będziemy mogły zostać tutaj w parku, mamo? - zapytała Agatka, bo wcale nie chciało jej się wracać do domu. - Mamy jeszcze 15 minut a potem pójdziemy na autobus - odpowiedziała mama zerkając na zegarek. "Ojej, to chyba dużo czasu" - pomyślała Agatka, choć nie znała się jeszcze tak dobrze na zegarku jak mama i tata. Na wszelki wypadek postanowiła biegać jeszcze szybciej, bo chciała dotknąć rączką i przytulić się do wszystkich drzew w parku. Właściwie to była z mamą w tym parku już wiele razy, ale nigdy wcześniej nie zauważyła, że jest ich tutaj aż tak dużo!  "To bardzo dobrze" - pomyślała. "Przynajmniej nie jest im smutno". Sama natomiast nie mogła sobie wyobrazić, żeby miała stać tak całe życie nieruchomo w jednym miejscu. Jakie to musi być trudne. Drzewa są naprawdę dzielne!"



1 komentarze: