Pierwsze pół roku z życia dziecka, czyli Abecadło Małej Muffinki.

17:50 Mama Muffin 16 Comments


Minęło dokładnie pół roku od dnia, w którym urodziła się Mała Muffinka. To też pół roku od momentu, w którym powstał jeden z pierwszych wpisów na tym blogu. Nie wspominałam tego dotąd na jego łamach, ale prawdą jest, że powstawał on dosłownie w bólach porodowych. Gdy rozkręcały się pierwsze skurcze byłam lekko zestresowana i strasznie potrzebowałam jakiegoś rozpraszacza. Redagowanie bloga okazało się doskonałym pomysłem.

Dziś moja Córeczka ma już sześć miesięcy, a blog stałe grono wiernych Czytelników ;) Z okazji tej małej "półrocznicy" pomyślałam, że winna jestem Wam kilka słów więcej o sobie i Małej Muffince. Zwłaszcza, że pierwsze posty publikowałam zadając w nich pytanie, jaką będę mamą (Zobacz wpis pt. Nasza Muffiniarnia). Dziś coś już o tym wiem. Z wielką radością przyglądam się, w jakim tempie rozwija się moja Córeczka. 

Pierwsze pół roku to chyba okres największych zmian. Czas, gdy Twoje dziecko zamienia się z niewiele widzącego i (niekiedy) płaczącego godzinami niemowlaczka w pełne radości, uśmiechające się od ucha do ucha dziecko.

Żeby uchwycić te wszystkie przemijające chwile, postanowiłam przygotować dla Was opowieść o Córeczce w formie Abecadła. Taki alfabet o życiu półrocznego dziecka. Jego zwyczajach i przemianach, które zaszły od chwili narodzin aż do momentu, gdy Mała Muffinka skończyła 6. miesiąc życia.

A jak apetyt
A ten rośnie i rośnie. Od samego początku karmimy się piersią, przeżywając najwspanialszą wspólną przygodę w życiu. Choć nie od razu było tak pięknie i z górki (Zobacz wpisy: Moje cycostory cz. 1 oraz 6 rzeczy, które w karmieniu piersią zaskoczyły mnie najbardziej). Dziś jedzenie to przyjemność zarówno dla mamy, jak i dla maluszka. Czasem mam wrażenie, że Mała Muffinka przyssała się do mnie z takim apetytem, że za chwilę wypije mnie całą. Mój apetyt jest też wprost proporcjonalny do jej możliwości. 

B jak bobasek
Pamiętam ciałko Małej Muffinki tuż po urodzeniu. Chudziutkie, delikatne rączki i nóżki. Jak patyczki. Strach było dotknąć, by nie zrobić dziecku krzywdy. Z czasem noworodek zamienił się w bobaska. I to z bardzo konkretnym ciałkiem. Po prostu nie mogę czasem oderwać wzroku. Dobrze, że w dobie patyczaków królujących na wybiegach w kwestii mody niemowlęcej nic się nie zmienia. Im więcej do kochania tym lepiej!

C czyli chusta
Tak. Chustujemy się już od końca trzeciego miesiąca. Zbieram się powoli na przygotowane wpisu o naszych doświadczeniach. Ale już teraz wspomnę, że Mała Muffinka to bardzo lubi. Na razie wiążemy się z przodu i w słoneczne dni wychodzimy na miasto. Córeczka w swoim kapelusiku niczym meksykańskie sombrero, z wielkimi oczami, które stają się jeszcze większe na widok wszystkiego co mijamy po drodze, przyciąga uwagę przechodniów. A serce matki rośnie, gdy słyszy za plecami "Patrz jakie śliczne dziecko" :)

D jak dom
W domu jest fajnie, ale pod gołym niebem jeszcze lepiej. Gdy nie ma humoru, to czas spędzać lepiej na zewnątrz. Tam jest wiele ciekawszych obiektów do zaobserwowania. I pomyśleć, że w pierwszych miesiącach cztery ściany własnego mieszkania zupełnie wystarczały. W domu było tyle do podziwiania. Teraz niestety najbardziej atrakcyjnym obiektem jest włączony telewizor. A tego razem oglądać nie chcemy. Bo czyż listki w parku nie są bardziej atrakcyjne?

E = emocje
A tych w życiu Małej Muffinki jest wiele. Bardzo żywo reaguje na otaczający świat. I zdecydowanie jest ekstrawertyczką. Nie muszę chyba pisać, co to oznacza w przypadku małego dziecka... W naszym domu jest bardzo głośno. Mała manifestuje w sposób zdecydowany wszystkie swoje potrzeby, zwiększając decybele wydawanych dźwięków z każdą sekundą wyczekiwania na reakcję rodziców. Ale tak jak wkłada wszystkie swoje siły w głośny płacz, gdy jest jej źle, tak też z wielką namiętnością okazuje radość i zadowolenie. Kocham ją za to bezgranicznie. Jednakowo za ten płacz i uśmiech. Bo to jest właśnie cała moja Mała Muffinka!

F czyli figle
Powoli się zaczynają. Są chwile, gdy Córeczka zamienia się w małego dzikusa. Tak stało się z czasem, gdy nauczyła się swojego ciała. Niekiedy mam wrażenie, że wszystkie jego fragmenty muszą być w danej chwili w ruchu. Tak przejawia się jej radość. Jeszcze nie nauczyła się raczkować, ale poruszanie opanowała do perfekcji. Z tym, że chodzi... na plecach i do tyłu. Taki mały raczek-nieboraczek.

G jak głos
Z czasem płacz przestał być jedynym dźwiękiem wydawanym przez Małą Muffinkę. Z zachwytem przyjmowaliśmy każdy z nich. Zaczęło się od gugania, potem pojawiło się gaworzenie. Teraz najczęściej jest radosny pisk. I głośne rechotanie. 

H, czyli harmonogram dnia
A raczej jego brak? Przez te pół roku życia nauczyłam się, że najlepszy plan dnia to... brak planu. Wtedy i Córeczka i mama są najszczęśliwsze. Oczywiście są pewne stałe punkty programu, bo zawsze jest jakiś spacer, jedzenie, przewijanie itp. itd. Ale ile razy wpadała mi do głowy myśl, że powinnam robić to o danej porze, Mała Muffinka szybko wyprowadzała mnie z błędu. W całym jej krótkim życiu pory na spanie, spacer, czas jedzenia i częstotliwość wymiany pieluszek zmieniały się tak często, że aż wydaje się to nieprawdopodobne. A jednak. Nie można się przyzwyczajać i nabierać nawyków. Trzeba uważnie obserwować dziecko i się dostosowywać. Nie ma mowy o nudzie. Oj nie!

I... co z tymi rękami?
Pytanie, jak najbardziej zasadne, zwłaszcza dla tych, którzy śledzą mojego bloga już od jakiegoś czasu. Mniej więcej do końca trzeciego miesiąca (nawet ciut dłużej), Córeczka była po prostu niezdejmowalna z moich rąk (Zobacz wpis: I spraw Boże, by wyrosły mi jeszcze dwie ręce). Zastanawiałam się, jaki będzie tego efekt, że tak dużo i często ją noszę. No i? Nic. Mała Muffinka podrosła, zaczęła interesować się światem i stała się bardziej niezależna ode mnie. Zdarzyło się nawet, że usnęła w łóżeczku sama, bez mojej pomocy. Nie żałuję tego noszenia. Nasza historia to dowód, że nosić warto. Bez obaw o to, że dziecko się przyzwyczai.

J czyli jeszcze nie...
...siedzimy, chodzimy, ba nawet nie raczkujemy. I jeszcze nie jemy nic poza mlekiem mamy. Choć to ostatnie już lada moment się zmieni. Taką listę rzeczy, których Mała Muffinka jeszcze nie potrafi można by rozwinąć. Pół roku za nami, wiele przed nami...

K czyli kąpiel
W tej dziedzinie zaszło u nas sporo zmian. Wystarczy wspomnieć, że kiedyś pokój, w którym stoi wanienka nazywałam żartobliwie "pokojem kaźni i tortur". Tak w skrócie można by opisać nasze starania o to, by Mała Muffinka kładła się do łóżeczka czysta i odświeżona. Nie lubiła kąpieli, dlatego ich częstotliwość w pewnym momencie starałam się ograniczać. Głośny protest wywoływało albo wkładanie do wody, a gdy to stało się z czasem przyjemnością, to niechęć została zwrócona w stronę wycierania/ubierania. Ale i tu przyszedł czas na zmiany. Dziś samo wniesienie do pokoju kąpielowego wywołuje w Małej Muffince dziki szał. A na widok pluskającej wody buzia cieszy się od ucha do ucha. Już nie mogę się doczekać kąpieli na siedząco, kiedy w ruch pójdą skrywane jeszcze w szafie kąpielowe zabawki. Podwodny świat jeszcze przed nami!

L jak ludzie
Mała Muffinka bardzo lubi ludzkie twarze. Zwłaszcza te kobiece. A na uśmiech i wesołe zaczepki odpowiada takim samym szczerym i rozbrajającym uśmiechem. Oczywiście nie zawsze tak było, bo do trzeciego miesiąca raczej unikałyśmy publicznych występów. Z czasem zaczęłyśmy razem wychodzić "na kawę" i spotkania pod chmurką. Już nie mogę się doczekać, kiedy Córeczka zacznie rozpoznawać swoje koleżanki i swoich kolegów.

Ł niczym Łzy
Było ich dotąd sporo w życiu Córeczki. Skąd się biorą wyjaśniam pod literką E. A moje sposoby na radzenie sobie z ich nadmiarem opisywałam na blogu jakiś czas temu, polecając metodę na uspokajanie płaczącego dziecka, która mi bardzo pomogła. Mniej więcej pod koniec czwartego miesiąca już mogłam o niej zapomnieć. Odetchnęłyśmy obie, gdy tylko Mała Muffinka zaczęła rozumieć coraz więcej z otaczającego świata. Zainteresowanie jej widokiem zza okna, zabawką czy piosenką zazwyczaj wystarcza by odciągnąć uwagę od gorszego nastroju. A gdy zmęczenie sięga zenitu parę sprawdzonych metod na usypianie wystarcza, by w miejsce łez pojawił się błogi spokój śpiącego maluszka.

M jak mama
Wciąż z utęsknieniem czekam na to słowo w ustach mojego dziecka. Ale to pewnie jeszcze potrwa. To nic. I tak rozumiemy się bez słów. Mała Muffinka najbardziej lubi, gdy smyram ją włosami z mojej grzywki po buzi. Przymyka wtedy oczka, rozdziawia buzię i śmieje się w głos. A serce matki rośnie!

Naaaa spacer
W pierwszych miesiącach każde wyjście było wyprawą. Można wręcz rzec, że eskapadą. Zazdroszczę mamom, które rodzą latem, bo nie doświadczają takich sytuacji. Córeczka nie lubi się ubierać. Nie lubiła też odkładania do wózka. Zanim więc wyszłyśmy z domu czułam, że uleciała ze mnie wszelka energia. Ale na szczęście jak wszystko, tak i to zaczęło się z czasem zmieniać. Ładna pogoda nam w tym pomogła. Teraz wyjście to już przyjemność i dla mamy i maluszka. Całkiem niedawno pożegnałyśmy się już z gondolą, której mi nieco żal, bo Małej Muffince spało się w niej na prawdę wygodnie. Wyglądała tam bardzo dostojnie. Ale każdy wiek ma swoje prawa. A półroczne dziecko woli zdecydowanie podziwiać świat dookoła a nie obłoki nad główką.

Ooooj ten brzuszek
Mała Muffinka nie lubi leżenia na brzuszku. Pamiętam jak w szpitalu jedna z pielęgniarek ułożyła ją w ten sposób pełna pewności, że każde dziecko to lubi i się uspokaja. Niestety. Na nią to nie działało. Potem czekał nas długi okres usilnych prób spania na brzuszku. Z różnym skutkiem i wielkim moim poświęceniem. Najczęściej bowiem po trwającym pół godziny usypianiu Muffinka odkładana do pozycji na brzuchu budziła się i cały proces musiałam zaczynać od nowa. Z czasem musiałam się poddać, bo spania już w ogóle by nie było. I tak już zostało. Z małymi przerwami, kiedy kilka spań na brzuszku udało się zorganizować, niestety brzuszek jest naszym nierozwiązywalnym problemem.

P czyli pierwszy raz
Im mniejsze dziecko, tym pierwszych razy jest więcej. I są one prawdziwym świętem dla rodziców. Pierwszy uśmiech, głośny śmiech, pierwsze uchwycenie zabawki, podniesienie główki na brzuszku, samodzielne przewrócenie na boczek. To wszystko mamy już za sobą. Sfilmowane, sfotografowane. ale wciąż wiele jeszcze przed nami. Pierwsze jedzenie, siedzenie, pierwsze kroczki. Czekamy cierpliwie...

R niczym ranny ptaszek
Tak. Nie ma mowy o wylegiwaniu w łóżku. 5.30, 6.00 wstawać czas najwyższy! Im Mała Muffinka starsza, tym atrakcji tuż po przebudzeniu musi być więcej. Nie wystarczy grzechotka nad główką. Hitem poranków są plecy taty i nos mamy. Kopniaki i boksowanie, czyli wszystkie chwyty dozwolone. Takie MMA w wersji łóżkowej. Wszystko po to, by zmusić rodziców do wstania. No bo przecież ileż można spać, skoro świat taki piękny!

S czyli sposoby na...
Mamy wiele swoich sposobów. Matka często musi być jak Macgywer, żeby rozwiązywać problemy. Każdy taki wynalazek jest doskonały, choć nie działa na każde dziecko. Jakie sprawdzały się/sprawdzają w przypadku Małej Muffinki? Na przykład kartonik po macie do zabawy jako doskonała i równie interesująca przesłona dla telewizora, którym za nadto interesuje się córeczka. Albo moja osobista poduszka w jej łóżeczku, gdy w środku nocy wybudza się co chwilę, bo nie może znaleźć w nim dla siebie miejsca. Nadal szukamy sposobu na palucha w budzi i spanie na brzuszku :(

Ś jak śpiewanie
Jestem wdzięczna mojej córeczce za to, że lubi jak śpiewam :) Dotychczas nie miałam odwagi na takie publiczne występy. Ale skoro dziecku się podoba. Pamiętam, że gdy była bardzo malutka a ja nuciłam jej kołysankę przeszło mi przez myśl, czy to ma sens. Bo dziecku może jest wszystko jedno. Ale chwilę później już wiedziałam, że wcale nie. Nie mogę wyjść z podziwu, gdy na dźwięk naszej ulubionej piosenki mój maluszek zaczyna błogo mruczeć, próbuje złapać mnie rączką za usta a chwilę później usypia.

T, czyli oczywiście tata
Od początku pełni ważną rolę w życiu Małej Muffinki. W pierwszych miesiącach wspomagał mamę, sprawdzał się doskonale w kuchni, dzięki kilku prostym trikom ułatwiającym mu gotowanie potraw (Zobacz wpis: Tata też może być jak masterchef). A teraz najlepiej wychodzi mu wspólna zabawa i spacery z Córeczką.

U = uśmiech :)
Podobno dziecko w wieku 4-6 miesięcy śmieje się około 200 razy dziennie. Ja mam czasem wrażenie, że Mała Muffinka robi to 1200 razy na dobę. Gdy tylko jest wypoczęta i najedzona, to na widok wszystkiego się uśmiecha. Obojętnie, czy to twarz mamy, taty, babci czy napotkanej na ulicy osoby. Śmieje się też na widok swoich ulubionych zabawek. I do odbicia w lustrze. Od ucha do ucha, z zabawnym grymasem, mrużąc przy tym oczka. Taki bezzębny uśmiech jest chyba najpiękniejszy ze wszystkich uśmiechów, które można zobaczyć pod słońcem.

W samochodzie
...fajnie jest. Pod warunkiem, że jedzie, a nie stoi. Miejskie korki zatem odpadają. Mała Muffinka należy do licznego grona dzieci, na które jazda samochodem działa usypiająco. Zapinanie w foteliku nie należy do jej ulubionych czynności, ale później szum i delikatne kołysanie robią swoje. Dzięki temu tuż przed ukończeniem 6 miesiąca życia możliwa była pierwsza poważna podróż. Przejechaliśmy nocą ponad 400 kilometrów i teraz w trójkę spędzamy na wsi nasze pierwsze rodzinne wakacje.

Chcesz zobaczyć zdjęcia z naszych wakacji? Obserwuj Mój Instagram.

Z jak zabawki
Albo raczej metki i opakowania od zabawek ;) Bo to w towarzystwie takich gadżetów zabawa jest najlepsza. Sprawdzają się też wszelkie inne zabawki-nie-zabawki, jak chociażby szeleszczące opakowania, czy też kolorowe opakowania po prezentach i czekoladkach. Oczywiście Mała Muffinka bawi się też prawdziwymi zabawkami i to z upływem czasu coraz sprawniej. Umiejętności chwytania i przewracania na bok znacznie usprawniły codzienną zabawę.

Być może to Cię również zainteresuje:

16 komentarzy:

  1. Piękne podsumowanie ;) U nas już roczek minął i powiem szczerze, że zdecydowanie wolałam tą drugą połowę roku. I zdecydowanie mogę powiedzieć , że to był najlepszy rok mojego życia. A spaniem na brzuchu się nie przejmuj, mój Piotrek tego nie cierpiał, ale ok 8 mc mu się odmieniło i teraz jest to jego ulubiona pozycja ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekam niecierpliwie i z nadziejami na ten brzuszkowy czas :)

      Usuń
  2. Super to napisałaś. U nas dziewczyny już starsze jedna 1,5 roku druga 4 lata. Nie robiłam nigdy tego typu zestawień i trochę żałuję. Byłoby co wspominać. Fajna inincjatywa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię Małej Muffince dużo zapisków, niektóre w specjalnym albumie. Mam tylko świadomość, że gdy przyjdzie drugie dziecko to też dla sprawiedliwości będę musiała sprostać temu wyzwaniu!

      Usuń
  3. Do pół roczku Jasia czas leciał mi wolno, a jak tylko skończył 6 miesięcy nie wiem kiedy ten czas zleciał, ma już 17 miesięcy. Fajny pomysł na post. Zdróweczka dla małej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pozdrowienia :) Odwdzięczam się tym samym!

      Usuń
  4. Orany, jak cudownie się to czyta :) Nie mam jeszcze dzieci, ale mnie wzruszyłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że potrafię wywołać emocje nie tylko w swoim, maminym serduszku :)

      Usuń
  5. haha, sama za chwilę rodzę i tak się zastanawiałam, czego się czepię jak najdą mnie pierwsze skurcze- myślałam o pisaniu.. więc jednak jest to możliwe :D mam nadzieję, że mój synio też będzie równie roześmianym bobaskiem i że będę mieć tę możliwość by napisać własne cycostory. powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuuper napisane 😊 Czas leci bardzo szybko. Mój Leoś jeszcze nie tak dawno miał pół roczku a dzisiaj 15- mscy i właśnie zaczyna przygodę ze żłobkiem 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia zatem dla Leosia i jego Mamy!

      Usuń
  7. Fajny pomysł na podsumowanie.
    Ja jak patrzę na zdjecia swojej córeczki to zastanawiam się kiedy ona urosła. Nie długo będziemy świętować 3 latka. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Najfajniejszy czas przed Wami. Właśnie to drugie półrocze moich dzieciaków wspominam najmilej- tyle się wtedy uczą, tyle postępów robili. Najlepszy czas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w takim razie już się nie mogę doczekać! Przy pierwszym dziecku wszystko jest taką niewiadomą...

      Usuń
  9. A może byś wydała książkę bo tak ładnie opisujesz?

    OdpowiedzUsuń