Manifest matki dziwaczki

10:34 Mama Muffin 1 Comments


Zdziwaczałam... Tak właśnie odbiera mnie świat i ja siebie samą odkąd Mała Muffinka pojawiła się na tym świecie. Właśnie zdałam sobie z tego sprawę, gdy dotarł do mnie prawdziwy powód, dla którego nie chcę na razie wracać do "starego" życia. Pewną ręką podpisałam się pod rocznym wnioskiem urlopowym i nie zawahałam się ani na moment. Tyle że dotąd tłumaczyłam się na różne sposoby. A bo hormony, a bo zmęczenie i niewyspanie, a bo karmienie piersią i wiele, wiele innych... Nie spodziewano się tego po mnie. Gdy wniosek stał się faktem odkryłam, że w oczach niektórych miałam być mamą tylko na krótki moment. Gdy córeczka okrzepnie na tym świecie, to po dwóch, trzech, może (przy dużej już tolerancji) czterech miesiącach miałam wrócić w stare tryby. W końcu zanim zaszłam w ciążę byłam nieźle nakręconym elementem tego świata, który szedł jak burza sprawnie realizując obowiązki w domu i w pracy. Owszem, byłam z tego powodu szczęśliwa. Był to bardzo ważny element mojego dotychczasowego życia. Perfekcyjna pani domu i niezawodny pracownik. A tu proszę, taki wniosek wyszedł spod mojej ręki. Chcę "siedzieć w domu" przez cały rok! I jeszcze zadeklarowałam, że kurze, niewyprane firany, niewymyte okna i inne tego typu dyrdymały chwilowo mnie tak bardzo nie będą zajmowały. Chyba postradałam zmysły. Nie poznaję sama siebie, nie mówiąc już o zaskoczeniu, jakie wywołałam wokół siebie. Do tej pory bałam się przyznać, jaki jest prawdziwy powód tej mojej zaplanowanej na cały rok "bezczynności". Wyłączam się czasowo nie dlatego, że muszę, ale dlatego że chcę. Robię to nie tylko, bo potrzebuje tego moja Córeczka, ale ja też mam wyjątkowo silną potrzebę bycia chwilowo matką na cały etat. I nie interesuje mnie, jak nigdy dotąd, jak to wygląda w oczach innych.

Chcę nosić, tulić, głaskać, całować, gugać i patrzeć całymi godzinami. Wbrew radom, zaleceniom - "bo przyzwyczaisz", "bo potem nie będziesz mogła zostawić w domu", "bo się zasiedzisz i zanudzisz na śmierć". Zaryzykuję. Jakoś trudno mnie dziś przekonać do tego, że kiedyś będę żałować. I... że będę przez ten czas umierać z nudów.

Już taka jestem, że nie umiem ważnych zadań wykonywać połowicznie. Angażuję się całą sobą i dlatego wychodzi mi w życiu wiele rzeczy. Nie dziwi więc, że gdy los postawił mnie w roli matki postępuję dokładnie tak samo. Niedawno koleżanka przypomniała mi moje słowa, które wypowiedziałam jeszcze będąc w ciąży. To co, jak przyznała, dla niej było lekkim zbzikowaniem, dla mnie należało do stwierdzeń tak naturalnych, że dawno wymazałam je z mojej pamięci. Powiedziałam wtedy (a było to w końcówce ciąży), że muszę przystopować i zaszyć się w domowym zaciszu, bo czuję że za mało czasu poświęcam mojemu nienarodzonemu jeszcze dziecku. Tak właśnie wtedy czułam. Bo kto miał o nim myśleć, jeśli nie ja! Kto miał ją kochać, jeśli ja przytłoczona codziennymi obowiązkami zapominałam, że noszę w sobie ten Cud. Teraz, gdy już się urodziła też potrzebuje mojej miłości. Chociaż ma wokół siebie także kilka innych osób, które się o nią zatroszczą, gdybym chwilowo nie była obecna. Ale wtedy, w ciąży czułam właśnie, że to małe Istnienie nie zasługuje na to, by pojawiać się w moich myślach tylko w charakterze ciążącego z każdym dniem coraz bardziej brzucha. Gdy byłam w ciąży chciałam jej dać w pewnym momencie sto procent swojej uwagi. Nie inaczej jest teraz, tyle że robię to poniekąd z dwóch powodów. Dla Niej i dla siebie, bo teraz gdy już jest na świecie oddaje mi dokładnie tyle samo, co ja jestem w stanie jej dać. To jak się rozwija i jakie są między nami relacje to moje lustrzane odbicie jako matki.

Wiem, że są różne pomysły na macierzyństwo a w zasadzie na jego początek, bo o tym traktuje ten wpis. Nie każda świeżo upieczona matka będzie dobrze czuła się w takiej roli, którą ja dla siebie wybrałam. Ale manifestując swoje "dziwactwo" chciałabym po prostu zaznaczyć, że taki wybór jest możliwy i dodać odwagi tym z Was, które się wahają. Najważniejsze, by być w zgodzie z samą sobą. Czerpać z macierzyństwa to, co naszym zdaniem pomoże nam wzbogacić naszą osobowość. Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko i tym mottem warto się kierować od pierwszych dni życia dziecka. Też tak myślicie? Zachęcam Was do pozostawienia w komentarzach swojego "małego" manifestu drogie mamy. 

Fot. Źródło Flickr

Być może to Cię również zainteresuje:

1 komentarz:

  1. Ja też jestem na takim etapie życia, że za nic w świecie nie chciałabym wrócić do tego, co było przed dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń